CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
List to podstawa
Paulina Kałużna
Autor: Paulina Kałużna

List to podstawa

Moja mama mówi, że listy do świętego Mikołaja pisałyśmy z siostrą co roku. Ja jednak niczego nie pamiętam, więc moment tworzenia wiadomości do Dziadka Mroza przez moje córki jest uwieczniany na zdjęciach.Pisanie listu to dla mnie nie tylko przedświąteczna tradycja, możliwość oglądania błysku w oku dziecka na myśl o prezentach i o tym, że dziadek z Laponii dostanie tę przesyłkę do rąk własnych, ale także spore ułatwienie zadania. Pragnienia spisane na kartce pozwalają uniknąć wpadki. A przecież dzieciaki się nie patyczkują – jak się nie podoba to znaczy, że się nie podoba i emocji ukryć nie potrafią. Za co podziwiam je jeszcze bardziej!

Pierwszy list do Mikołaja moje starsze Dziecię nam podyktowało. Chciała dostać tylko czekoladowe jajko, bo małe dzieci raczej nie mają wygórowanych wymagań, a słodycze są dla nich sensem życia i ja to absolutnie rozumiem.

W kolejnym liście postanowiła Mikołajowi wszystko szczegółowo narysować. Pamiętam, że oprócz czekoladowego jajka – które pojawia się w każdym liście naszych dzieci –namalowała jeszczeczerwonego monster tracka. Mnie nie zaskoczyła, bo w naszym domu na topie była taka właśnie bajka, ale dla jej taty był to spory szok. Obokwyrysowanej w liście żywej fioletowej krowy, czerwone auto wydawało się jednakpragnieniembardzo SPOKO. Po zakup wysłałam tatę. Wrócił z czarnym... I jużoczami wyobraźni widziałamtę kręcącąsięłzę wokół oka Małolaty w wigilijny wieczór. Co tu robić gdy paragon zniszczony, a prezent został kupiony na ostatnią chwilę! (Nie polecam.) Po położeniu dziecka spać, zaczęłam obklejać auto czerwoną samoprzylepną wycinanką, by przypominało tego z bajki. Do tego jeszcze oczy, błyskawice itd. Byłam wykończona, ale Mała zachwycona! Takim autem bawiła się naprawdę długo choć z moimi zdolnościami manualnymi możecie sobie tylko wyobrazić jak to wyglądało. Ja w każdym razie byłam z siebie dumna.

W kolejnych latach, w wiadomościach do Mikołaja pojawiała się mieszanka zaskoczeń niemożliwych do zrealizowania połączona z paradą produktów z telewizora.

Gdy w portfelach panuje przeciąg, a nasze dziewczyny za bardzo poniesie w liście, stawiam na jedno rozwiązanie – odpowiedź od świętego. W zeszłym roku odpisałam im, że bardzo dziękuję za dłuuuuugi list, ale w związku z awarią rury mogą dostać tylko po jednym prezencie. Fabryka zabawek została zalana i niestety nie uda się wyprodukować wszystkiego co napisały, a dzieci do obdarowania przecież cała masa. Dziewczyny nie zmartwiły się mocno, raczej ucieszył je fakt, że Mikołaj coś do nich napisał. „To oznacza, że wie gdzie mieszkamy i na pewno do nas trafi. A martwiłam się, że nie wie o naszej wyprowadzce!!!!” – usłyszałam od Pierworodnej.

Do listów siadamy zwykle już w listopadzie. Powodem jest jedynie próba uniknięcia kolejek w sklepach tudzież windowania cen zabawek i zwyczajnie chęć ogarnięcia prezentów na długo przed Wigilią. Nie chcemy już powtórki z monster trackiem. Nie będę ukrywać, że kartki z ich marzeniami nie trafiają do skrzynki pocztowej. Kolekcjonuję wszystkie i zostawiam im na pamiątkę. Mam manie zbierania takich rzeczy!

I jeszcze jedno. Nie wiem jak to wygląda u Was, ale my wprowadziliśmy tradycję składkowych prezentów dla dzieci. Na kolacji wigilijnej zwykle spotykamy się w kilkanaście osób, więc gdyby każdy przyszedł z osobną zabawką, musielibyśmy od razu dzwonić po opróżnienie pojemnika z plastikiem i papierem,
a i dobudówka nie byłaby wcale głupim pomysłem. Poza tym nie każda ciocia czy wujek orientują się co w trawie piszczy w kwestii wymarzonych zabawek, które do jasnej ciasnej naprawdę kosztuję fortunę. W związku z tym składka pozwala nam spełnić marzenie dzieci, bo sami pewnie nie wydalibyśmy tyle kasy na niektóre prezenty. Do tego taki system wyklucza niezadowolone miny, minimalizuje ilość upominków pod choinką, a tym samym ilość śmieci. Polecam takie rozwiązanie. Sprawdza się u nas co roku.

Niech moc będzie z Wami i jeśli jeszcze nie napisaliście z dziećmi listu, to do PIÓR proszę!
KOMENTARZE
O AUTORZE
Paulina Kałużna
Paulina Kałużna
Uzależniona od czytania, zwłaszcza biografii i kryminałów, a od pewnego czasu także od literatury dla dzieci. Mama dwóch córek, dla których zaczęła pisać bajki. Fanka płyt winylowych, uwieczniania na zdjęciach największych pierdoł związanych z własnymi dziećmi, Tatr i koloru niebieskiego. Od gotowania woli chodzić na gotowe, nie znosi bałaganu, nie zaczyna dnia bez kawy z mlekiem i nie kończy go bez przeczytania choć jednej strony książki. Lubi pisać!
PODOBNE WPISY
Mezoterapia mikroigłowa – zastrzyk młodości
Mezoterapia mikroigłowa jest najskuteczniejszą i jedną z...
Mikołaj da mi za to pstryczka w nos
Raz... dwa... trzy... Mikołaj patrzy! Bo niekiedy w rodz...
Nie kupuj książki po okładce
Książki wydawnictwa PSYCHOSKOK są pełne niespodzianek...
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ