CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Bądź szczęśliwy przez 100 dni
Eliza Preuss
Autor: Eliza Preuss

Bądź szczęśliwy przez 100 dni

 Koniec roku to zwykle czas podsumowań. Na Facebooku, Instagramie, czy innych Internetach wprost roi się od przeróżnych zestawień, analiz, podsumowań. Kto tylko może i ma ochotę, dzieli się z szeroko rozumianą publiką tym wszystkim co mu się w minionym roku udało, gdzie był, co zwiedził, jakich ludzi poznał, no po prostu same ochy i achy. Oczywiście mówimy głównie o tym co nam się udało, a na wszelkie niepowodzenia spuszczamy zasłonę milczenia.

Skoro koniec roku oznacza podsumowania, to nowy rok niesie nowe postanowienia, które zamierzamy zrealizować: „no tym razem to już na pewno”. Jednak jak pokazują wszelkie statystyki z realizacją noworocznych postanowień różnie bywa. Zwykle bywa jednak tak, że w okolicach dwudziestego stycznia nie pamiętamy już o tych postanowieniach, życie wraca na stare tory, a my przestajemy wierzyć, że kiedykolwiek nam się uda cokolwiek zrealizować. Jakie postanowienia pojawiają się na naszych listach życzeń? Ciągle te same: schudnę będę ćwiczyć, biegać, pływać (wpisz swoją wybraną dyscyplinę sportu), rzucę nałogi, pojadę tu albo tam, przeczytam 52 książki w nowym roku, będę lepszym rodzicem, będę spędzał z dziećmi więcej czasu i jeszcze masa innych życzeń i planów. Co mądrzejsi radzą, aby nie spisywać kolejny raz postanowień, tylko wyznaczać cele. Cóż, zwał jak zwał, ani jednego, ani drugiego nie udaje się zwykle zrealizować. No ale jak to, nowy rok i żadnych postanowień, tfu celów mamy nie wyznaczać? Ano tak właśnie. Po prostu żyjmy chwilą i bądźmy otwarci na to, co życie przyniesie.

Ja w tym roku dałam sobie spokój z wszelkimi postanowieniami, zresztą od paru lat już zaprzestałam tego procederu. W zamian podjęłam pewne wyzwanie, całkiem sympatyczne, ale niestety wymagające również samodyscypliny, z czym u mnie różnie bywa. O czym mówię? O #100happydays. Słyszeliście o czymś takim? Ja po raz pierwszy natknęłam się na to wyzwanie w zeszłym roku na profilu koleżanki. Wydawało mi się to super sprawą, aby każdego dnia zwracać uwagę na małe rzeczy i cieszyć się z najdrobniejszych nawet momentów, nad którym normalnie przeszlibyśmy pewnie do porządku dziennego. No ale o co chodzi z tymi szczęśliwymi dniami? To proste. Każdego dnia uwieczniam na zdjęciach (ty możesz również narysować, jeśli posiadasz takie zdolności) różne momenty z dnia, które sprawiły, że poczułam się szczęśliwa, zachwycona, wzruszona, dumna. To mogą być najprostsze rzeczy – uśmiech dziecka, wspólny czas z rodziną, chwila na zabawę z dziećmi, na grę planszową, uprzejmość względem kogoś lub kogoś względem nas, może pyszny deser, albo chwila na spokojne wypicie herbaty w ulubionym kubku, gdy dzieciaki są zajęte swoimi sprawami, albo już smacznie śpią. Takich momentów zwykle nie zauważamy, a już na pewno nie zastanawiamy się nad nimi jakoś specjalnie. W wyzwaniu chodzi właśnie o to, aby zacząć je dostrzegać, aby w tym zwariowanym świecie nie oszaleć do końca, nie dać się zapędzić w kozi róg z realizacją coraz to nowszych, bardziej „odjechanych” planów. W takich czasach przyszło nam żyć, że przepełniony plan dnia stał się czymś, czym możemy się pochwalić. Tak, jakby te grafiki świadczyły o tym, że jesteśmy mądrzejsi od innych, bardziej wartościowi, no po prostu udaje nam się w życiu. A tym czasem zwykle nie znajdujemy już chwili na wspólny rodzinny obiad w środku tygodnia, na przeczytanie dziecku książki przed snem, na delektowanie się każdym łykiem ulubionej kawy. Sam decydujesz, w jaki sposób chcesz się dzielić tymi szczęśliwymi momentami z innymi. Zwykle po prostu zamieszcza się te zdjęcia z krótki opisem na wybranym portalu społecznościowy, dodając do tego hashtag #100happydays lub polski odpowiednik #100szczęsliwychdni (albo jakiś własny, wymyślony, identyfikujący tylko nas).

Czy każdemu uda się być szczęśliwym przez te 100 dni? Różnie to bywa. Trochę to jest tak, jak z tymi noworocznymi postanowieniami, brakuje czasu, chęci, brak organizacji i po paru dniach zaprzestajemy, bo jakoś tak wyszło, że się jednak nie udało. Ale jak się uda… to dopiero jest frajda. Dzięki temu wyzwaniu nauczysz się być tu i teraz, zaczniesz dostrzegać ulotne chwile szczęścia i po zakończeniu wyzwania z pewnością stwierdzisz, że zwyczajnie jesteś szczęściarzem.

To kto podejmie ze mną to wyzwanie? Jak zaczęłam pierwszego dnia nowego roku, ale Ty możesz przystąpić do wyzwania w każdym momencie. Bądźcie szczęśliwi w Nowym Roku, najpierw przez sto dni, a jak się uda, to o wiele dłużej.

Powodzenia!
KOMENTARZE
PODOBNE WPISY
Miłość bratersko-siostrzana
Jak pies z kotem ... czyli o miłości wielkiej rodzeństwa.
Przed świętami dzieci się nudzą
Przed świętami trochę o zabieganiu i braku czasu... najp...
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ