CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Baza musi być!
Paulina Kałużna
Autor: Paulina Kałużna

Baza musi być!

To niesamowite, że w życiu każdego człowieka - bez względu na rok, w którym się urodził - przychodzi czas na… BUDOWANIE BAZ. Przecież nikt dzieciakom tego nie pokazuje, nie mówi, nie instruuje jak ją zrobić. Poza tym nie znam nikogo kto na swojej rodzicielskiej liście ma podpunkt z napisem „BAZA”. To się po prostu wydarza. Przychodzi taki czas, że nasze latorośle zaczynają same konstruować. Bez względu na to gdzie mieszkają, skąd pochodzą i jakie materiały mają do dyspozycji - pociechy odkrywają w sobie potrzebę posiadania kryjówki. To jest świetne!

U nas sezon na bazy wszelkiej maści trwa już jakiś czas. Zaczęło się od prostego układu krzeseł i narzucenia na nie koców. W zależności jednak od nastroju, moje Gwiazdy budują albo malutkie „skryjdy” albo naprawdę rozbudowane fortece. Ich bazy powstają w ogrodzie, ale chyba jednak częściej w domu. W ruch idą koce, poduszki, krzesła, narzuty, kartony czy pudła. Gdy na środku pokoju pojawia się już zgrabny szkielet bazy, przychodzi czas na dodatkowe atrakcje. Latarki, lampki i świecące girlandy to już pozycje obowiązkowe, gdy
w grę wchodzi wykańczanie wnętrza. Ozdabianie własnej dziupli i pakowanie do środka sterty różności, to przecież największa atrakcja. Moje dziewczyny ostatnio mają fazę także na dekoracje kwiatowe, więc nawet doniczki z wrzosami poszły w ruch.

Gdy już budowla zostaje ukończona, moje Małolaty potrafią bawić się w ten sposób cały dzień. Wymyślają jej coraz to nowe funkcje, wchodzą w różne role i co chwilę przeobrażają tę konstrukcję w statek, samochód czy rakietę. Ich wyobraźnia wchodzi na jakieś wyższe poziomy, a ja się cieszę jak durna, że ich relacja w taki sposób tylko się umacnia. A już oczywistym jest, że w trakcie zabawy usłyszę z bazy wołanie:
„MAMO, a przygotujesz nam jakieś przekąski?”.
Tak, jedzenie w bazie to mam wrażenie obowiązkowy punkt programu!

Zazdroszczę im tej beztroski i czasem ładuję się z tyłkiem do ich świata, by trochę z nimi tam posiedzieć, przenieść się do czasów kiedy sama z siostrą tworzyłam takie kąciki. My często budowałyśmy podobne miejscówki z rówieśnikami na dworze pod blokiem. W ruch szły gałęzie, jakieś stare deski. Nie mam pojęcia skąd my to wynajdywaliśmy. Wszystko było dla nas przydatne i fascynujące. W trakcie budowy przekrzykiwaliśmy się w pomysłach. Wtedy też pojawiały się pierwsze próby negocjacyjne, kompromisy
i konflikty nie do rozwiązania. Fajne to były czasy i cieszę się, patrząc na moje dzieci, że mimo tych wszystkich nowinek technologicznych i całego szaleństwa wokół – pewne rzeczy się nie zmieniają i są dla dzieci fascynujące.

A gdy pogoda nie dopisuje i suszycie pościel w salonie na suszarce – powinniście być czujni. Ani się obejrzycie, a taki niepozorny i nudny zestaw, może być początkiem pięknej BAZY. Pochwalcie się dokonaniami swoich dzieci.

 Niech moc będzie z Wami!
 
KOMENTARZE
Iga28.09.2020 godz: 21:53
Pamiętam te piękne czasy:)
Joanna 2.10.2020 godz: 7:35
Witam! To prawda ,moj syn bazy buduje ze swoimi rówieśnikami. Ale coraz częściej do nich dołączają starsi chłopcy. Zabawa trwa po kilka godzin co dziennie, jeżeli tylko pogoda pozwoli.Mój Tymon jest bardzo szczęśliwy i zadowolony.
O AUTORZE
Paulina Kałużna
Paulina Kałużna
Uzależniona od czytania, zwłaszcza biografii i kryminałów, a od pewnego czasu także od literatury dla dzieci. Mama dwóch córek, dla których zaczęła pisać bajki. Fanka płyt winylowych, uwieczniania na zdjęciach największych pierdoł związanych z własnymi dziećmi, Tatr i koloru niebieskiego. Od gotowania woli chodzić na gotowe, nie znosi bałaganu, nie zaczyna dnia bez kawy z mlekiem i nie kończy go bez przeczytania choć jednej strony książki. Lubi pisać!
PODOBNE WPISY
Domowa produkcja mydełek
Mydełka własnej roboty z cynamonem i płatkami róż.
Drożdżówki dla opornych
Tak łatwe, że nie mogą się nie udać!
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ