CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Czy warto wybrać się do ZOO Safari w Borysewie?
Paulina Kałużna
Autor: Paulina Kałużna

Czy warto wybrać się do ZOO Safari w Borysewie?

Jestem zdania, że dzieciakom trzeba pokazywać jak najwięcej. Należy z nimi podróżować, chodzić do muzeów i jak najczęściej zabierać w miejsca, w których jeszcze nie były. O Borysewie słyszałam już od tuzina znajomych, że super, że koniecznie trzeba jechać. Nie pozostało nam nic innego jak przekonać się na własnych organizmach czy faktycznie warto.

            ZOO Safari w Borysewie jest oddalone od Konina około 80 km, czyli niecała godzina podróży z dzieciakami. Nie jest źle, ale i tak na 20 km przed celem słyszeliśmy „Daleko jeszcze?” średnio co 15 sekund. Do przeżycia. Wybraliśmy się tam w środku tygodnia, a na miejscu byliśmy w okolicach godziny 11.00. Tłumów w tym czasie nie odnotowaliśmy, ale ludzi było sporo. Parking jest bezpłatny, a za bilety można płacić kartą. Za bilet normalny trzeba zapłacić 39 zł, a za ulgowy 29 zł. Dzieci do 3 lat wchodzą za darmo. Moim zdaniem cena za wejściówkę nie jest kosmiczna. Opłaca się kupić bilet rodzinny, który jest do nabycia w różnych konfiguracjach i jest nieco tańszy od cen regularnych.

            W kasie można zaopatrzyć się w mapkę, która ułatwia zwiedzanie. My musieliśmy wyposażyć się w 3 egzemplarze, gdyż dziewczęta od razu po przekroczeniu bramy poczuły się przewodnikami wycieczki. Dla maluchów poniżej 3 lat doradzam wzięcie ze sobą wózka. Przejście 25 hektarów może być dla nich wyzwaniem, zwłaszcza w te upały. Rozwiązaniem jest kolejka, która może was obwieźć po ogrodzie zoologicznym, ale jest płatna 6 zł od osoby. Jest na pewno dodatkową atrakcją dla dzieciaków. Po ogrodzie chodzi się wygodnie i nie ugrzęźniecie w błocie jeśli wybierzecie się tam jesienną porą. Moim zdaniem warunkiem koniecznym jest natomiast nakrycie głowy i butelki z wodą, zwłaszcza przy takich temperaturach. Alejki, po których spacerujemy są pięknie obsadzone roślinnością, ale jednak drzewa są zbyt małe, żeby zapewnić nam cień podczas zwiedzania. Dlatego czapki musicie spakować! W trakcie mijania kolejnych zwierzaków, na trasie ustawione są ławki, które umożliwią maluchom zregenerowanie i dadzą szansę na spokojne przekąszenie czegoś. Mamy znajdą ciszę i spokój w specjalnym domku, w którym można przewinąć lub nakarmić malucha.
 
Ale, ale co można tu zobaczyć? Zanim dotarliśmy do białych lwów i tygrysów, z których słynie Borysew, moje dziewczyny nie mogły odkleić się od lemurów i żółwi. Wrażenie robią także aligatory, które wyglądały jak sztuczne i przez dobre dwie minuty próbowałam wmówić mężowi, że to na pewno jakaś wystawa. Na to on rzekł, że oddychają, a na potwierdzenie jeden zrobił „chlup” do wody. Jak widać słabo u mnie ze znajomością dzikich zwierząt i w dżungli bym przepadła. Największe kolejki były oczywiście do lwów i tygrysów. Jest ich sporo i my trafiliśmy na zabawę w chowanego. Naprawdę robią wrażenie. Lwy, tak jak ludzie były wykończone upałem i chowały się gdzieś za skały. Nie pożałujecie także na pewno spotkania z zebrami, które podchodzą naprawdę blisko i musicie pilnować, by dzieciaki nie kładły rączek przez siatkę. Zobaczycie tu także kangury, wielbłądy, żyrafy, pumę i wiele innych.
Ciekawym miejscem jest także możliwość wejścia do zagrody wypełnionej kozami. Są przyjazne i można je pogłaskać. W ofercie jest napisane, że w zagrodzie znajdują się jeszcze owieczki, króliki, alpaki i świnki wietnamskie, ale w czasie kiedy my byliśmy, były tylko kozy.
Nasze Gwiazdy po 2 godzinach zwiedzania chciały jeszcze koniecznie wejść do Figlarni. To miejsce wypełnione dmuchańcami. Nie byłam tym zachwycona, ale w końcu się zgodziłam. To dodatkowo płatna atrakcja – 12 zł od dziecka za godzinę. Rodzice za wejście nie płacą. Mogą w tym czasie napić się czegoś w znajdującej się tam kawiarni. Byliśmy tam, gdy temperatura sięgała 26 stopni, a te dmuchańce znajdują się w zamkniętym pomieszczeniu. Po wyjściu ich twarze były purpurowe, ale kipiące szczęściem, więc warto było heheh. Tuż obok jest sklep z pamiątkami. Nie udało im się wymusić na mnie pluszowej papugi za jedyne 69 zł i żyrafy za ponad stówkę. No błagam! Na pocieszenie dostały lody. Nie można za nie płacić kartą. Musicie zabrać gotówkę! O pluszowej żyrafie wysłuchiwałam przez całą drogę powrotną. Odpowiadając zatem na pytanie czy warto się tam wybrać, stanowczo odpowiadam WARTO!
Niech moc będzie z Wami, a pluszaka kupcie przed wyjazdem, jeśli z waszą asertywnością jest gorzej niż z moją.
           
KOMENTARZE
O AUTORZE
Paulina Kałużna
Paulina Kałużna
Uzależniona od czytania, zwłaszcza biografii i kryminałów, a od pewnego czasu także od literatury dla dzieci. Mama dwóch córek, dla których zaczęła pisać bajki. Fanka płyt winylowych, uwieczniania na zdjęciach największych pierdoł związanych z własnymi dziećmi, Tatr i koloru niebieskiego. Od gotowania woli chodzić na gotowe, nie znosi bałaganu, nie zaczyna dnia bez kawy z mlekiem i nie kończy go bez przeczytania choć jednej strony książki. Lubi pisać!
PODOBNE WPISY
Obrazy, które kilkulatek powinien już znać
Matejko, Chełmoński, Kahlo, Leonardo czy van Gogh?
Jesienne inspiracje z liśćmi w tle
Świeca, liście, klej, sznurek i gotowe
Najlepsze życzenia z okazji Dnia Edukacji Narodowej
Dzień Edukacji Narodowej 14 października 2021 r. w Koninie
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ