CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Dziecinnie proste?
Paulina Kałużna
Autor: Paulina Kałużna

Dziecinnie proste?

Kiedy na świecie pojawiło się moje pierwsze dziecko obiecałam sobie, że odpowiem jej na każde zadane pytanie. Założyłam, że zrobię to niezależnie czy będę zła, chora, zmęczona czy będę gotować, prać czy prowadzić samochód. Postanowiłam, że nawet jeśli nie będę znała odpowiedzi, postaram się ją poznać razem z moim maluchem. Nie będę jej zbywać byle czym tylko stanę się skarbnicą odpowiedzi. Taki plan!

Życie jednak mnie zaskoczyło. Oj zaskoczyło BARDZO! Okazuje się, że udzielenie odpowiedzi na dziecięce pytania nie zawsze jest dziecinnie proste. Od pytania „A cio to jest?”, które pada w momencie, gdy maluch wskazuje na latarkę, szybko przechodzi się na tematy bardziej skomplikowane. Począwszy od biologii, z której zawsze byłam słaba po tematy religijno-filozoficzne. Wtedy człowiek nie może uwierzyć, że czterolatek czy pięciolatek mogą zadać tak skomplikowane pytania, zmuszające do refleksji czy zatrzymania się na chwilę. „A czy jak umrzemy, to urodzimy się  jeszcze raz, czy ty jesteś z nami zawsze szczęśliwa, jak powstaje głos, czy chciałabyś mieć tę pracę czy inną, czy chciałabyś być astronautą, czy nie lepiej byłoby fruwać niż chodzić?”. Nie wszystkie pytania pamiętam, niektóre zapisuję, by jej pokazać jak patrzyła na świat i co ją interesowało.

Jeśli chodzi o temat pytań i moje założenie – „nie będę jej zbywać”, też nie zawsze się sprawdza. Nie raz odpowiedziałam – „Nie teraz, daj mi spokój”. Ale kiedy właśnie pralka wylała lubna patelni jarają ci się mielone, to trudno porzucić opanowanie chaosu dla miłej pogawędki z dzieckiem, które na pewno obedrze cię ze wszelkich złudzeń, że coś o świecie wiesz. Czasami mówię tak po prostu bez pralki i przypalania. Dla świętego spokoju! Nie podołałam założeniom, ale kiedy po tak beznadziejnie udzielonej dziecku odpowiedzi dociera do mnie informacja, że tak się zachowałam, idę do jej pokoju i z oczami spaniela proszę o wybaczenie. I co jest najpiękniejsze w dzieciach – wybaczają, rozumieją w sekundę! Boże jak ja bym chciała to umieć.

Kiedy nie znam odpowiedzi mówię, że nie wiem, że nie mam pojęcia, że mnie zaskoczyła. Wtedy mój autorytet siada, bo wiem, że na mieście głosi teorie, że jej MAMA wie wszystko i wszystko widzi. Kochana Moja! Ale wolę powiedzieć jejprawdę niż zmyślać na temat „Jak powstaje żarówka?” , „Dlaczego kangury mają torby?” czy „Dlaczego jak wyjdę z wanny jest mi zimno?”. Na szczęście z pomocą przychodzą fajne i niedrogie książki, a także Internet. Pamiętam, że kiedy ja pytałam się mojego taty o jakieś słowo, bo to mnie zawsze interesowało, to odsyłał mnie do Słownika języka polskiego czy też Słownika wyrazów obcych. Skutkowało to tym, że przy okazji poznawałam kilkanaście innych słów poza tym, od którego ciekawość moja się zaczęła. Jak powiedział mój tato – „Taki byłplan”.

Wiele dziecięcych pytań pojawia się w zależności od zbliżającego się święta. Przykłady: „Tato, a co jest dla ciebie ważniejsze – czy gdyby zginęła Polska czy twoje córki?”. Mina mojego męża była bezcenna. A było to w okolicach obchodów Dnia Niepodległości i w przedszkolu na temat Polski, patriotyzmu i wolności troszkę dzieci rozmawiały. Ale dzieci jak to dzieci, zawsze idą o krok dalej. Dosłownie i w przenośni.

Kolejne – „A czy odwiedzimy grób św. Karoliny?”, „A czy św. Karolina była dobra?”– Tu pytanie padło w okolicach Dnia Wszystkich Świętych. Zresztą temat tej świętej towarzyszył nam przez kilka miesięcy. Są też pytania, które padają w momencie kiedy masz zamiar kląć i płakać. A tu ciach: „Co jest dla ciebie ważniejsze mamo -  to, że nie możesz znaleźć kluczyków w torebce czy my?”. Na co ja w takiej sytuacji odpowiadam – kluczyki!!! - z pianą na ustach. Tudzież inne w stylu: „A co jest dla ciebie ważniejsze – zabawa z nami czy leżenie na leżaku?”. Człowiek po wysprzątaniu kuchni, wyszorowaniu łazienek, prasowaniu i przeleceniu na szybko szczotą podłóg, huśtaniu dzieci, robieniu z nimi babek z piasku, kolorowaniu malowanek, gotowaniu w ich domku na podwórku, podlewaniu ogródka małymi konewkami i wspólnym czytaniu,zmarnowany dopadł wreszcie do leżaka, chwytając resztki słońca tego dnia - dostaje takie pytanie. Bo matka przestała się nimi zajmować i na chwilę zajęła się sobą. Co ja mogłam odpowiedzieć? „Oczywiście, że leżak!” Po czym słońce zachodzi i zaczyna padać. Ehhh. No i tak to u nas mniej więcej wygląda. 

Niech moc będzie z wami, a żadne pytanie nie sprawi, że poczujecie się jak uczniowie z oślej ławki. Ja czasami się tak czuję.
KOMENTARZE
O AUTORZE
Paulina Kałużna
Paulina Kałużna
Uzależniona od czytania, zwłaszcza biografii i kryminałów, a od pewnego czasu także od literatury dla dzieci. Mama dwóch córek, dla których zaczęła pisać bajki. Fanka płyt winylowych, uwieczniania na zdjęciach największych pierdoł związanych z własnymi dziećmi, Tatr i koloru niebieskiego. Od gotowania woli chodzić na gotowe, nie znosi bałaganu, nie zaczyna dnia bez kawy z mlekiem i nie kończy go bez przeczytania choć jednej strony książki. Lubi pisać!
PODOBNE WPISY
Wakacyjne inspiracje na zabawę z dzieciakami
Malowanie po szybach, bitwa na śnieżki w lipcu i bąbelko...
Gdy samodzielność dzieci wskakuje na wyższy poziom
Pozwalać im na coraz więcej...i się nie bać.
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ