CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Flet zagościł w naszym domu
Paulina Kałużna
Autor: Paulina Kałużna

Flet zagościł w naszym domu

Prosty sopranowy to brzmi… różnie. Moje dziecko właśnie zaczęło swoją muzyczną przygodę od fletu. Szczerze mówiąc liczyłam, że szkoły zrezygnowały już z tego rodzaju „rozrywek” na lekcjach. Niestety podobnie jak ja ponad dwadzieścia lat temu, moja Drugoklasistka wprowadziła do domu elementy rzępolenia.

O zyskach płynących z nauki gry na instrumencie powstają prace naukowe. To ważny element w rozwoju człowieka i mam tego świadomość. Doskonale wiem, że takie muzyczne wyzwania to świetna sprawa - ćwiczą pamięć, koncentrację, poprawiają zdolności manualne, a nawet łagodzą stres. Jestem zwolenniczką szkół muzycznych czy prywatnych lekcji. Sami to rozważamy. Natomiast flet… umówmy się – jest tylko dla wybranych.

Mojej córce idzie tak… jak każdemu na początku. Czysty dźwięk zdarza się rzadziej niż fałsz, a sam dźwięk fletu do najprzyjemniejszych nie należy. Przynajmniej my nie jesteśmy fanami. Flet zagościł w naszym domu i nie do końca jest mile widziany. Obawiam się, że zostanie z nami na dłużej.

Świetnie zdaję sobie sprawę, że to instrument tani, mały, więc idealnie nadający się do tego, by posiadał go każdy uczeń, bez nadmiernego obciążania budżetu rodziców i placówki jednocześnie. Ktoś kiedyś wymyślił, że jest idealny, by realizować lekcje muzyki w szkole. Pytanie jest jednak inne. Czy naprawdę gra na TYM instrumencie rozwinie w dzieciakach chęć sięgnięcia po kolejne sprzęty, zrobi z nich melomanów, popchnie w ręce kulturalnych wydarzeń związanych z muzyką, sprawi, że nauczą się nut? Chyba taki jest właśnie cel zajęć muzycznych.  Niestety jak dla mnie odpowiedź na powyższe pytania brzmi nie. Mogę się oczywiście mylić.

Każdy uczeń jest po kolei odpytywany z tej samej melodii, posługując się tym samym instrumentem. Niby sprawiedliwie, ale nie do końca. W końcu narzędzie zostało narzucone z góry. Czy gdyby w klasie znajdowało się 20 różnych instrumentów, to uczniowie – wszyscy jak jeden – chwyciliby właśnie za flet? Szczerze wątpię. Moja córka powiedziała, że gdyby miała na stole dużo instrumentów, pobiegłaby po gitarę. Nie mam pojęcia dlaczego – nigdy nie grała. Nie mówię, że nauka gry na gitarze poszłaby jej lepiej niż na flecie, ale kiedy masz wybór jest jakoś lepiej. Ty decydujesz co ci pasuje, z czym ci po drodze i do czego poczujesz „chemię”. Po doświadczeniach z fletem, niektórzy uczniowie w ogóle stracą ochotę na jakiekolwiek inne próby z instrumentami.

Są szkoły (już także w Polsce), które posiadają klasy muzyczne wyposażone w różne instrumenty. Każdy uczeń próbuje swoich sił na czymś innym, sięga po to co go zainteresuje, ale może spróbować grania na każdym dostępnym tam sprzęcie. Inni w ogóle rezygnują z grania, bo odnajdują się w śpiewaniu, więc szkolą tylko wokal. Powstają zespoły muzyczne, które sprawiają przyjemność uczniom i nauczycielom. Nikomu uszy nie więdną. Zdaję sobie sprawę, że to wymaga pieniędzy, ale również kadry z doświadczeniem muzycznym. Wiem jakie są szkolne realia finansowe.

Jednak jeśli w szkole nie ma klasy z wieloma instrumentami i ludzi, którzy mogliby przekazać wiedzę
i umiejętności uczniom, to czy nie lepiej poszukać innych rozwiązań? Może zabranie całej klasy na koncert w trakcie lekcji, zaproszenie do szkoły muzycznej, by tam młodzi muzycy zaprezentowali swoje umiejętności uczniom podstawówki, wizyta w sklepie z instrumentami, wspólne słuchanie muzyki RÓŻNEJ to lepszy pomysł?Wydaje mi się, że przemycenie tego rodzaju wiedzy można zrobić na wiele sposobów.

Nie wiem, nie znam się – zastanawiam się tylko.

Póki co nasze Dziewczę ćwiczy. Płynęły już łzy, pojawiały się nerwy, bo paluszki jakoś tak nie chcą zakryć wszystkich odpowiednich otworów. Kibicuję jej, wspieram dobrym słowem i tłumaczę, że fałszywy dźwięk na flecie to nie koniec świata. Ćwiczenie czyni mistrza. W końcu Iga Świątek też na pewno nie raz miała chwile słabości na korcie, ale ona dyscyplinę sportu ostatecznie wybrała sama.
KOMENTARZE
O AUTORZE
Paulina Kałużna
Paulina Kałużna
Uzależniona od czytania, zwłaszcza biografii i kryminałów, a od pewnego czasu także od literatury dla dzieci. Mama dwóch córek, dla których zaczęła pisać bajki. Fanka płyt winylowych, uwieczniania na zdjęciach największych pierdoł związanych z własnymi dziećmi, Tatr i koloru niebieskiego. Od gotowania woli chodzić na gotowe, nie znosi bałaganu, nie zaczyna dnia bez kawy z mlekiem i nie kończy go bez przeczytania choć jednej strony książki. Lubi pisać!
PODOBNE WPISY
Domowa produkcja mydełek
Mydełka własnej roboty z cynamonem i płatkami róż.
Baza musi być!
To niesamowite, że w życiu każdego człowieka - bez wzglę...
Trzeba randkować!
Nie ma powodu, by po urodzeniu potomstwa zapomnieć, że b...
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ