CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Historia lwa zatoczyła krąg
Paulina Kałużna
Autor: Paulina Kałużna

Historia lwa zatoczyła krąg

Zabierając córki na „Króla Lwa” wiedzieliśmy, że nie będziemy mieć do czynienia z kreskówką sprzed 25 lat, do której oboje z mężem mamy ogromny sentyment. Mieliśmy wtedy po 8 lat, a dla mojej drugiej połówki było to pierwsze wyjście do kina, więc animacja z 1994 r. jest dla niego początkiem szczególnej przygody. Ja romans z salą kinową zaczęłam wcześniej, ale oboje płakaliśmy na scenie z Mufasą. Ten film oglądałam później jeszcze wiele razy i za każdym razem płakałam, gdzieś tam po cichu licząc, że król przeżyje.

Podczas seansu sprzed lat zachwycałam się piosenką „Miłość rośnie wokół nas” i śmiałam z żartów Timona i Pumby. Nie zapomnę także gigantycznego plakatu, który sprezentowali mi i mojej siostrze rodzice. Był ogromny, przedstawiał jedną z najbardziej charakterystycznych scen filmu - moment prezentacji małego Simby wszystkim afrykańskim zwierzętom. Na plakacie widniał rok produkcji i to co utkwiło mi najbardziej w pamięci to napis – 2 Oskary. Plakat od razu zawisnął na drzwiach do pokoju, zakrywając je w całości.  Gdy nowa produkcja trafiła do kin, było dla nas oczywiste, że zabierzemy na nią nasze dzieci. Niczego wcześniej nie czytałam, nie oglądałam i nie słyszałam na temat remake’u sprzed ćwierć wieku, więc wszystko było dla mnie zaskoczeniem.

Gdy na ekranie pojawiły się pierwsze sceny filmu „Król Lew” zastanawiałam się czy za chwilę nie usłyszę głosu Krystyny Czubówny. Zwierzęta wyglądają tak autentycznie, że człowiek ma wrażenie, iż kamera została umieszczona w centrum prawdziwej sawanny. Technologia rzeczywistości wirtualnej w jakiej został stworzony film Disneya szczerze mi zaimponowała. Nie ma się do czego przyczepić. Ogląda się to trochę jak film przyrodniczy, ale mi to nie przeszkadzało, tylko fascynowało.

Film fabułą nie zaskakuje, bo scenarzyści zrobili wszystko, by zachować najwierniej jak się da scena po scenie. Nasza siedmioletnia córka po ujrzeniu małego lwiątka od razu zaczęła rozmowy na temat adopcji takiego dzikiego zwierzaka. I wcale jej się nie dziwię, bo to zwyczajnie SŁODZIAK. Kiedy jako dziewczynka oglądałam małego kreskówkowego Simbę też miałam takie myśli! Muzyka porywa widza, a przynajmniej mnie porwała i najchętniej przeszłabym się na koncert złożony tylko z tych utworów. A może dlatego, że to taki trochę powrót do przeszłości?„Miłość rośnie wokół nas”, „Strasznie już być tym królem chcę” czy „Hakuna Matata” śpiewałam razem z bohaterami. No co zrobić? Poniosło mnie. Nie żałuję, że poszłam na ten film choć bardzo głęboko w moim sercu siedzi jednak disnejowska animacja. Ćwierć wieku temu „Króla Lwa” oglądali chyba wszyscy i każdy ma swoje wspomnienia na jego temat.

Niektórym może wydać się dziwne połączenie cyfrowych i naprawdę niezwykle realistycznych zwierząt z dialogami. Bardziej to chyba pasuje do kreskówki, ale twórcy pokazali klasę i nie ma się do czego przyczepić. To popis umiejętności i technologii na najwyższym poziomie - moim zdaniem.

Najsurowszym krytykiem dzieła anno domini 2019 była nasza Czterolatka. Ciągle powtarzała, że jest dla niej nudno, dziwna jest ta bajka albo to jest jakieś straszne. Na scenie walki Simby ze Skazą uciekła na kolana do taty. Faktycznie realizm ujęć i agresja zwierzaków w tej scenie mogą przerazić malucha, ale jest to wszystko bardzo wyważone. Gdy pokazałam jej zdjęcie w Internecie animowanego Simby i tego cyfrowego, łapka bez wahania wskazała na kreskówkowe lwiątko.

Na najważniejszej i najsmutniejszej dla mnie scenie filmu, moja Siedmiolatka miała na twarzy wyraźnie zarysowaną podkówkę, potem zamglone oczy, padło też pytanie „Czy Mufasa umrze?, a na koniec płakała już w mój rękaw. Siedziałyśmy tak przytulone do siebie i wiedziałam, że historia właśnie zatoczyła krąg.

Jeśli zżera Was ciekawość jak wypada nowa wersja „Króla Lwa”, to siedzenie na kanapie nie pozwoli Wam jej zaspokoić. Poza tym recenzje są zawsze subiektywne - najlepiej sprawdzić samemu.

Niech moc będzie z Wami!

Film możecie obejrzeć aktualnie w Kinie Helios. Cały repertuar znajdziecie TUTAJ
KOMENTARZE
O AUTORZE
Paulina Kałużna
Paulina Kałużna
Uzależniona od czytania, zwłaszcza biografii i kryminałów, a od pewnego czasu także od literatury dla dzieci. Mama dwóch córek, dla których zaczęła pisać bajki. Fanka płyt winylowych, uwieczniania na zdjęciach największych pierdoł związanych z własnymi dziećmi, Tatr i koloru niebieskiego. Od gotowania woli chodzić na gotowe, nie znosi bałaganu, nie zaczyna dnia bez kawy z mlekiem i nie kończy go bez przeczytania choć jednej strony książki. Lubi pisać!
PODOBNE WPISY
Obrazy, które kilkulatek powinien już znać
Matejko, Chełmoński, Kahlo, Leonardo czy van Gogh?
Jesienne inspiracje z liśćmi w tle
Świeca, liście, klej, sznurek i gotowe
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ