CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Koniec dziwnego roku szkolnego
Paulina Kałużna
Autor: Paulina Kałużna

Koniec dziwnego roku szkolnego

Właśnie skończyłam prasować maseczkę z uszami Myszki Miki. To oprócz czarno-białej sukienki obowiązkowy element garderoby mojej Pierwszoklasistki, która w poniedziałek odbierze swoje pierwsze świadectwo.

Nie ukrywam, że miałam w sobie mnóstwo obaw związanych z przejściem przedszkolaka do szkoły. Nie tyle stresowałam się nauką co relacjami, atmosferą i tym czy moje mega wrażliwe dziecko z nową rzeczywistością sobie poradzi. Wyobraźnia działała i podsuwała  różne scenariusze. Na szczęście jak to zwykle ze strachem bywa… miał tylko wielkie oczy!

A jak było? Te sześć i pół miesiąca, które tam spędziła były dla niej czasem ważnym. Znalazła w szkole nowych znajomych (a na tym we wrześniu zależało jej najbardziej – by mieć fajne koleżanki i fajnych kolegów). Zaklimatyzowała się tam szybciej niż przypuszczałam. Na lekcje biegła zawsze z uśmiechem i w podskokach.  Ma przemiłą i wyrozumiałą wychowawczynię, nauczyła się mówić „nie” - a początki tej nauki były naprawdę trudne. Chęć zdobywania wiedzy nie zgasła, a jej ochota do zapisania się na wszystkie możliwe dodatkowe zajęcia zaskoczyły mnie mocno i ucieszyły, że jest tak aktywna i nie straszne jej nowe doświadczenia.  Jest silniejsza, odważniejsza, bardziej pewna siebie. Dla mnie to ważniejsze niż jakiekolwiek oceny. Cieszę się, że na świadectwie nie zobaczę rzędu cyfr, a jedynie opis. Z niego na pewno dowiem się o wiele więcej, bo z własnych szkolnych doświadczeń wiem, że „piątka-piątce nierówna”, a czerwony pasek nie gwarantuje sukcesu w życiu.

Przed rozpoczęciem roku szkolnego zastanawiałam się jakie powinnam mieć podejście do nauki swojego dziecka. Rozmawiałam z rodzicami starszych uczniów, czytałam i próbowałam sobie przypomnieć jak to było ze mną. Na krótko przed wrześniem spotkałam koleżankę, która powiedziała mi tak – „Musisz znaleźć własne rozwiązanie jakim rodzicem dziecka uczącego chcesz być. My z mężem poszliśmy w metodę pilnowania, przypominania, siedzenia przy wszystkim. Dziś żałujemy, bo po kilku latach w szkole córka nie ma w sobie poczucia, że jest za coś odpowiedzialna. Czeka na nas z lekcjami, nawet jeśli późno wracamy. Gdy do nauki siada się wieczorem, wszyscy są zmęczeni. Mała już nie myśli, a my się denerwujemy. Cała rodzina jest w złym nastroju. Zrobisz jak będziesz chciała, ale nie popełniaj tego błędu.”

Dało mi to bardzo do myślenia. Dużo czytałam o skandynawskim podejściu do nauki, które mnie fascynuje. Wiem, że są tam zupełnie inne realia, ale podobają mi się ich metody. Przypomniałam sobie też, że moi rodzice nigdy mnie do niczego nie zmuszali, nie wywierali presji i nie wściekali się za dwójki czy jedynki. Wiedzieli, że z przedmiotów ścisłych mi nie idzie, bo mnie nie interesują. Ciągnęło mnie do języków, historii, geografii. To mnie kręciło i oceny były dobre. Zrozumieli to i zaakceptowali. Nic na siłę. Nigdy nie miałam w domu żadnej sceny z powodu oceny.

W trakcie roku szkolnego, zwłaszcza podczas nauki zdalnej zrozumiałam, że w pierwszej klasie można już dostrzec z czego dziecko jest mocne, a w której dziedzinie idzie mu gorzej. Trudno jest odpuścić i nie wywierać na dziecku presji, nie przerzucać na niego własnych ambicji i jakichś straconych szans. Sama miałam takie ciągoty, ale walczyłam z pokusami. „To dopiero początek edukacji, wyluzuj, wszystko jeszcze może się zmienić” – tak sobie tłumaczyłam w chwilach kryzysu. Ostatecznie postawiłam na nie wtrącanie się do lekcji. Ustaliłam z córką, że ona jest odpowiedzialna za pakowanie plecaka, temperowanie kredek, ogarnianie piórnika i pilnowanie prac domowych, ale jeśli tylko będzie miała z czymś problem, ja jej pomogę, wyjaśnię. Dużo z nią rozmawiam i wie, że na pewno gotowych rozwiązań ode mnie nie otrzyma. Zdarzyło się, że poszła do szkoły bez książek. Wzięła zeszyty, o reszcie zapomniała. Po skończonych lekcjach była przestraszona, że teraz to dopiero rodzice się zdenerwują. Nic bardziej mylnego. Na lekcji musiała korzystać z książki koleżanki, a do domu wróciła z zaległościami. Jedyną konsekwencją był obowiązek uzupełnienia ćwiczeń wieczorem w domu. Tyle. Dowiedziała się, że zapomnienie podręcznika to nie koniec świata, ale generalnie się nie opłaca. Sama nie raz wracałam do domu, bo zapomniałam czegoś do pracy. Po tym doświadczeniu już nigdy książek moje dziecię nie zapomniało. Gdy są zadania dodatkowe, pytam czy ma ochotę je zrobić. Czasami ma, a niekiedy w ogóle. Ona o tym decyduje. Nie wiem czy to właściwe podejście. Uczę się tego. Czy wyjdzie jej to na dobre? Wierzę w nią i w jej rozsądek. Każdy pewnie musi dostosować swoje podejście do własnej pociechy. Póki co, ja mam takie.

Edukacja zdalna na początku kariery dziecka w szkole mnie zaskoczyła. Z mojego wyluzowanego podejścia zostały zgliszcza. Domowa nauka i domowe biuro nie były moją mocną stroną. Obnażyła wiele słabości edukacji w kraju, a ja dowiedziałam się, że nie mam za grosz zdolności do bycia nauczycielem. Ten dziwny rok szkolny się skończył i nie ukrywam, że pod koniec już bardzo na to czekałam. Liczę mocno, że od września wróci normalność. Wierzę też, że z tego doświadczenia wszyscy wyciągniemy wnioski, które udoskonalą system edukacji. Tego swoim i waszym dzieciom życzę.

Niech moc będzie z Wami!

P.S. Chwalcie i przytulajcie. Dzieci naprawdę tego potrzebują.
 
KOMENTARZE
PODOBNE WPISY
Pierwsza w Koninie Niepubliczna Szkoła Montessori rozpoczęła rekrutację
Nabór dzieci do klas 1, 2, 3 i 4 przy ul. Zofii Urbanow...
Skakanka - mobilna szkoła tańca i fitness w Wielkopolsce
Skakanda Dance & Fitness powstała z miłości do tańca...
Travel Schooling czyli szkoła w trasie
Mówi się, że podróże kształcą, ale czy naprawdę?
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ