CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Kroczyła dumnie ocena
Autor: Bogusława Mikołajczyk

Kroczyła dumnie ocena

Jak świat światem, tak ze szkołą w parze kroczyła dumnie ocena. Co się właściwie zmieniło, że te cyferki zaczynają nas mocno uwierać? Czy problem dotyczy samej oceny, czy tego, co niesie ona ze sobą? Czy współczesna szkoła powinna zrezygnować z ocen? Czy ocena to samo zło? Czy szkole potrzebna jest rewolucja? Nie odważę się odpowiadać na te pytania, które od kilku lat przewijają się w przestrzeni publicznej, bo nie zajmuję się analizą szkolnictwa w sposób naukowy. Jestem nauczycielką – obserwatorką sytuacji i czynną kreatorką swojej lekcji na co dzień. Jednocześnie chcąc nie chcąc, jestem zakotwiczona w tej rzeczywistości, jak wielu innych nauczycieli i w tej rzeczywistości muszę się odnaleźć wraz z moimi przekonaniami.

Zgodnie z definicją Słownika języka polskiego PWN: „ocena to opinia o czymś lub o kimś dokonana w wyniku analizy, umowny sposób zakwalifikowania pracy i postępów ucznia lub studenta”. Dlaczego więc uczymy od najmłodszych lat przekonania, że to ocena drugiego człowieka ma nas definiować? Przecież podstawą zdrowego funkcjonowania każdego człowieka dorosłego powinna być pewność siebie (oczywiście nie rozumiana, jako zadufanie, zuchwałość czy zarozumiałość), akceptowanie siebie, docenienie swoich wysiłków czy asertywność. Jak uczeń, student czy już jako dorosły ma podejść z odwagą do wyzwań? Jak ma być otwarty na nowe ścieżki zawodowe? Skoro fundament jego pewności siebie budowany jest na subiektywnej opinii kogoś obcego i ta opinia przez tyle lat dla niego jest najważniejsza. Dla tej właśnie opinii, czyli szkolnej oceny, uczy się, rozwija czy podejmuje wysiłek. Jeśli pracuje tylko dla tej oceny – to gdziew tym wszystkim jest motywacja wewnętrzna czy potrzeba zrobienia czegoś więcej dla siebie? Gdzie jest miejsce na docenienie siebie? I gdzie w tym wszystkim jest miejsce na BŁĄD?! W tym świecie błąd oznacza dla ucznia porażkę i (zupełnie serio!) nieraz koniec świata. Ocena dobra (4) przestaje mieć wymiar, że dobrze zrobił zadanie i trzeba tylko nieco poprawić pewne umiejętności – stanowi jasny przekaz: zrobiłeś błąd, zrobiłeś coś źle, zrobiłeś to TYLKO dobrze. Świat dorosłych nie jest słodki, usłany różami i cukierkowy i na pewno należy przygotować ucznia na zderzenie się z jego brutalnością. Ale czy musimy to robić bezrefleksyjnie? Przecież my, dorośli również popełniamy błędy – tak głośno mówi się obecnie o tym, że to na błędach się uczymy, że błąd ma być tylko wskazówką, jednym z etapów rozwoju... A z czym wypuszczamy młodego człowieka o kruchej psychice ze szkoły? Właśnie z przeświadczeniem, że robił błędy, że uczył się i rozwijał tylko po coś, dla nagrody i pochwały... dla smartfona za średnią na koniec roku, dla rodzica, aby mógł się pochwalić zdjęciem świadectwa pociechy na fejsbuczku. To nie są dobre wartości i kompetencje, które pozwolą mu odnaleźć się na rynku pracy i odnaleźć w tym świecie szczęście.

Pragnę ewolucji rozumianej, jako rozsądne podejścia do kwestii ocen – ich odczarowania. Nie jestem pewna, czy rewolucja może już teraz się odbyć we wszystkich szkołach. Oczywiście, funkcjonują już placówki oraz powstają nowe, które całkowicie zrezygnowały z ocen czy sprawdzianów. I świetnie, i chwała im za to! Skupiają wokół siebie wspaniałych nauczycieli, edukatorów i dyrektorów – i to jest naprawdę fantastyczne. Ale to ciężka praca i proces. Z dnia na dzień nie można odejść od szkolnych cyferek a pozostać przy takiej formie lekcji, jaka obecnie w wielu szkołach jest realizowana – potrzebna jest rewolucja również samej metodyki. Naprzeciw ewolucji wychodzi ocenianie kształtujące z informacją zwrotną – to powinien być standard w nowoczesnej szkole, która wychodzi naprzeciw wymaganiom rynku pracy XXI w.

Skąd ocenianie kształtujące w Polsce?

Metoda ta zawędrowała do nas z początkiem 2000 roku z Wielkiej Brytanii i jest po prostu systemem uzyskiwania informacji o przebiegu procesu uczenia się. Dzięki niej nauczyciel może dopasować metody do potrzeb i tempa pracy ucznia, może realnie pomagać uczniowi w uczeniu się a nie tylko odhaczać tematy z rozkładu materiału. Niektórzy powiedzą: gładka definicja – pewnie tak, ale jak na to popatrzeć z tej strony, że wykorzystując system oceniania kształtującego nauczyciel rozmawia z uczniem wskazując mu konkrety: tu zrobiłeś dobrze, tu widzę, że rozumiesz, a te zagadnienia powinieneś jeszcze powtórzyć i utrwalić, tu widzę, że te tematy zupełnie ci nie leżą – czy potrzebujesz mojego tłumaczenia, itd. Oczywiście, wymaga to znalezienia czasu na lekcji, pewnie kosztem realizacji programu, ale zastanówmy się, ile korzyści przyniosą nam te rozmowy?! Może okazać się, że po pół roku stosowania tej metody, nasze rozmowy z uczniami nie będą już trwały kilka/ kilkanaście minut a np. tylko minutę, bo uczeń sam będzie umiał wskazywać obszary do pracy. Co więcej, wreszcie to uczeń bierze na siebie odpowiedzialność za proces uczenia się i kieruje swoim rozwojem. Marzenie każdego nauczyciela! Tym bardziej nauczyciela, który przygotowuje młodzież do egzaminów ósmoklasisty czy maturalnych. Bo może dzięki tej metodzie skończą się pretensje, że to nauczyciel nie nauczył, że to nauczyciel nie przygotował uczniów do egzaminów, podczas gdy uczeń nawet nie wykazał się chęcią skorzystania z materiałów, które nauczyciele mu przekazali. Nie chcę oceniać tu pracy i zaangażowania nauczycieli – wskazuję tylko pewne utarte schematy myślenia. Ja widzę w ocenianiu kształtującym ogromny potencjał i kompetencję, która z powodzeniem może być stosowana w dorosłym życiu – a przecież taki też jest cel szkoły!

Samodzielność, samodyscyplina i motywacja do nauki to umiejętności, które najbardziej cierpią przez niekorzystne oddziaływanie oceny. Nawiązując znów do egzaminów – jak uczeń może chcieć się nauczyć, skoro egzamin jest daleko przed nim? A do tej pory uczył się tylko na sprawdzian czy kartkówkę i to w dodatku, by tylko zdać i zapomnieć, ściągnąć i dostać 5! Uogólniam, ale proszę popytać uczniów – czy rzeczywiście większość nie potwierdzi tej tezy? Sama w sobie ocena nie niesie żadnego przesłania, może być potrzebna do prowadzenia analiz, statystyk i rankingów, podobnie jak w dorosłym życiu. Ale jeśli za nią nie pójdzie refleksja, traci ona całkowicie swoją moc, aby motywować ucznia do dalszej pracy. Pominę tu milczenie festiwal wariacji nauczycieli na temat ocen: ocena ze sprawdzianu, ocena z kartkówki, ocena z projektu, ocena z zadania, ocena za wiersz, ocena z zaskoczenia, ocena z ukrycia, ocena na dzień dobry! Nie masz zadania – siadaj pała. Jedynka za brak zadania, ale też i jedynka za źle zrobione zadanie – jakie tu jest przesłanie dla ucznia? Czy uczeń, który za źle zrobione zadanie dostał pałę – poświęci swój czas, aby zrobić kolejne? Sądzę, że nie! Bo skoro poprzednim razem dokonał wyboru – wybrał obowiązki szkolne: usiadł, wysilił się, może i nawet zajęło mu to dłuższy czas a mógł go spożytkować zupełnie inaczej i dostał 1, tak jak i Kowalski, który w tym czasie świetnie się bawił... To co czuje taki młody człowiek? Frustrację, gniew, poczucie niesprawiedliwości, rozczarowanie... To nadal jest obrazek ze szkoły... Czy my dorośli lubimy być oceniani? Czy lubimy krytykę i wytykanie błędów? Oceniać, wg mnie, należy z rozmysłem i z przesłaniem.

Piątka czwórce nie równa, czyli oceny wcześnie nie omówione, nie wytłumaczone – generują potrzebę porównywania się. A przecież każdy z nas jest inny. „Krysiu, co dostała Basia ze sprawdzianu?” – pyta mama po szkole. „Basia ze sprawdzianu z polskiego dostała 5” – odpowie Krysia. „ATy???”... No właśnie. Po co, zatruwamy oceny? Zatruwamy duszę młodego człowieka... A mama, tata, babcia mogli nie wiedzieć, że Krysia dostała 5 z matmy i pomagała Basi w nauce do sprawdzianu z ułamków, dzięki czemu Basia ze znienawidzonej matmy dostała 4. Każdy z nas ma inny bagaż doświadczeń, umiejętności i talentów. To porównywanie się jest niestety kulą u nogi wielu dorosłych. A z czego wynika? No właśnie ze stawiania oceny na pierwszym miejscu - na piedestale szkolnych wartości. Czy zastanawiamy się, jako nauczyciele i rodzice, co obudziliśmy w uczniu? Niechęć, przeświadczenie o własnej niezdolności do osiągnięcia sukcesu oraz ... krytyka wewnętrznego.

Odczarować oceny, czyli uczniu, odetnij się od ocen – to temat mojej ostatniej godziny wychowawczej w klasie maturalnej, już bardziej, jako podsumowanie lat szkolnych moich uczniów. Przyznali rację, że za bardzo stawiali na oceny. Przyznali rację, że dopiero z czasem nauczyli się, że ocena nie jest najważniejsza, że nie da się przygotować idealnie na wszystkie lekcje na raz. Bo czy w życiu dorosłym, również nie musimy wybierać i ustalać kolejności priorytetów? To kolejna ważna lekcja dla nich – sztuka wyboru.

Podsumowując, ocena sama w sobie nic nie znaczy albo znaczy niewiele i powinna być tylko narzędziem do współpracy ucznia z nauczycielem, a nie celem samym w sobie. Ocena szkolna nie ma wpływu na wyniki egzaminów zewnętrznych, nie interesuje również przyszłych pracodawców, a tym samym nie definiuje ucznia, jako człowieka i jego umiejętności. Ocena ma swój termin ważności, czyli 31 sierpnia każdego roku szkolnego i dotyczy tylko tego, co „tu i teraz”. Co więc powinno być ważne dla nauczyciela i rodzica? Uczeń! Nie jego postać oceniana przez pryzmat cyferek w dzienniku! A jego wiedza, umiejętności i jego podejście do wyzwań, jego pasje i to, czy jest szczęśliwy. 
KOMENTARZE
Basia26.05.2021 godz: 0:36
Co za debil to pisał
PODOBNE WPISY
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ