CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Mam tę moc – czyli trening z dziećmi
Paulina Kałużna
Autor: Paulina Kałużna

Mam tę moc – czyli trening z dziećmi

Jak tam Wasze postanowienia? Trzymacie się? Specjaliści twierdzą, że nasze noworoczne misje działają tylko przez trzy tygodnie stycznia, a potem „było, minęło”. Mamy 12. dzień nowego roku i dziś może o tym, jak to u mnie wygląda.

Postanowienia były trzy. Zaplanowałam sobie niedługie teksty. Ostatnio napisałam krótko, ale okazało się to nie najlepszym pomysłem, bo i tak trzeba było wydłużyć. Na oszczędzanie zrzucę kurtynę milczenia. A jak tam ćwiczenia zapytacie?

W pierwszych dniach po Sylwestrze patrzyły na mnie niedojedzone chipsy w misce, pyszne desery z serkiem mascarpone i marakują wg receptury mojej siostry, więc co miałam zrobić? Wiem, że Anka Lewandowska za te ziemniaczane grzeszki powyciągałaby mi uszy, ale tak… zjadłam! ZJADŁAM WSZYSTKO, CO BYŁO DO WYJEDZENIA. Do tego w nowym roku "goście" albo my "w gościach", więc ciasto, pączki, gorąca czekolada z bitą śmietaną i cały stół innych pyszności, więc tak się objadłam, że na ćwiczenia nie było siły. Potem powrót do pracy, który był ciężkim czasem i myślałam tylko o tym, żeby oprócz kanapek zabrać jeszcze wiadro na łzy. Postanowienie zostało przerobione zatem na – OD PONIEDZIAŁKU (znacie to?).

Ale gdzie tam "od poniedziałku"?! Nie dałam rady. Odnotowałam znaczny spadek mocy, więc NIE! Koleżanki z pracy w okolicach środy zaczęły pytać "jak tam ćwiczenia?" i stwierdziłam, że dłużej tego nie przeciągnę.

W czwartek wieczorem wdrapałam się na strych, by poszukać karimaty. No przecież bez tego moim zdaniem ani rusz! A że wcisnęłam ją w ciemny kąt, to wyciągnięcie jej stamtąd oraz wyszarpnięcie spod dziecięcego fotela w kształcie Kubusia Puchatka zaliczyłam już do rozgrzewki. O wejściu i zejściu ze strychu nie wspomnę. To przecież wysiłek. Mata wylądowała w rulonie na środku salonu i tak sobie stała. Po wygibasach na strychu postanowiłam zrobić sobie kawę, by pobudzić się do działania. Usiadłam w fotelu z kubkiem mocy i zaczęłam wymieniać z karimatą groźne spojrzenia. Wygrała! Wyrwała mi z rękawa wszystkie wymówki. Niestety… musiałam ruszyć swoje upasione po świętach dupsko. Rozłożyłam karimatę, wciągnęłam sportowy, przyciasny strój i usiadłam na kanapie. Jednak tylko po to, by poszukać niezbyt inwazyjnego treningu Pana Quczaja. W związku z tym, że kompletnie nie znam się na treningach, trenerach oraz inwazyjności tudzież jej braku, jeśli chodzi o dobór treningów i ćwiczeń, włączyłam pierwszy-lepszy wycisk.

Na dźwięk słów – „HEEEEEEJ, CZEŚĆ, DOBRZE ŻEŚMY SIĘ SPOTKALI” zleciały się moje Gwiazdeczki. Gdy zobaczyły matkę na macie, gotową do spalenia wszystkich możliwych kalorii, oznajmiły mi, że też ćwiczą. Przytargały koce w owce i ślimaki, i tak przygotowane włączyłyśmy „play”.

Okazało się, że w bieganiu w miejscu jestem świetna. Moje starsze dziecko zapytało: „Dlaczego ten pan nie ma koszulki?”. Moja szybka odpowiedź: „Żeby mamusi się lepiej ćwiczyło”. Młodsze dziecię na kocyku w owce, stało i patrzyło z wyższością na spoconego trenera. Po każdym ćwiczeniu rzucała jedynie osąd w stylu – umiem to Mama, nauczyłam się tego w przedszkolu albo nie umiem tego. Nie wykonała jednak żadnego ruchu. Stała na kocyku i stwierdzała fakty. Po 5 minutach bezruchu i komentowania, poddała się i usiadła w fotelu twierdząc, że musi odpocząć – MOJA KREW!

Starsza okazała się prawdziwą „fitnesską”. Podczas, gdy ja na zaproponowane pompki zareagowałam: „chyba żart!” i zaczęłam truchtać w miejscu, ona nieudolnie, ale próbowała je wykonywać i dawała radę. Kiedy zaczęły się ćwiczenia, które w mojej ocenie były możliwe do wykonania i powtarzałam skłony, podskoki i inne fiku-miku – niekoniecznie zawsze prawidłowo, z fotela słyszałam tylko krzyki: „Mama dasz radę, jesteś silna!”. Młodsza Pociecha wspierała skąpaną w pocie matkę do ostatniej minuty treningu. W trakcie zaczęła śpiewać – „Mam tę moc”. Piosenkę zaczęła w chwili, gdy moja moc wisiała już na włosku. Trochę pomogło!

Przy ćwiczeniu, które nie wiem jak się profesjonalnie nazywa, ale wygląda jak wspinaczka po podłodze, odpadłam już po dwóch wykonach. Moja Sześciolatka leciała razem z Quczajem. Oznajmiła, że nawet nie wiedziała, że jest taka dobra. Koc ze ślimakiem, na którym ćwiczyła tylko jej przeszkadzał i próbowałam jej go zabrać, ale stwierdziła, że jest ok. Ćwiczenia wykonywała tak, jak umiała i w swoim tempie, ale miała przy tym wiele radości i była baaaardzo skupiona.

Po skończonym treningu, który trwał 20 minut wychlipałam szklankę wody, ale czułam się dobrze. Podczas treningu trochę się uśmiałam i z dziewczyn, i z trenera, więc czuję, że podstawy do stworzenia z mojego brzucha kaloryfera są solidne. Podejrzewam, że udało mi się schudnąć jakieś 15 gram. Mój plan to lepsza kondycja, ujędrnione co nieco oraz zrzucenie wszystkich niepotrzebnych kilogramów – sporo tego. Po tym wszystkim z pewnością będę musiała wchodzić do pomieszczenia dwa razy. Dlaczego? Bo będę taka smuklutka i chudziutka, że za pierwszym razem nikt mnie nie zobaczy!

Dziewczyny w ćwiczenia się wkręciły, a właściwie starsza. Potem jednak już wspólnie powtarzały figury przed spaniem. Ciągle pytają, kiedy kolejny trening. W piątek chodziłam jak klocek lego, co uzmysłowiło mi jak fatalną kondycję posiadam, więc była przerwa. Ale dziś już jesteśmy po drugim treningu! Coś czuję, że pod ich naciskami tak łatwo z treningów nie uda mi się zrezygnować.

Niech moc będzie z Wami!

KOMENTARZE
Ania12.01.2019 godz: 22:12
Paulina jesteś boska!
Paulina Ka13.01.2019 godz: 11:06
Dzięki Aniu! Ja może mniej, ale Moje Dziewczyny są boskie z pewnością :-)) Ściskam.
Natalia13.01.2019 godz: 11:23
Agata wygrała!
Emilia14.01.2019 godz: 14:35
Uwielbiam Cię
Ewka17.01.2019 godz: 18:53
Agata jest najlepsza haha "Umiem to, ooo I to tez"
O AUTORZE
Paulina Kałużna
Paulina Kałużna
Uzależniona od czytania, zwłaszcza biografii i kryminałów, a od pewnego czasu także od literatury dla dzieci. Mama dwóch córek, dla których zaczęła pisać bajki. Fanka płyt winylowych, uwieczniania na zdjęciach największych pierdoł związanych z własnymi dziećmi, Tatr i koloru niebieskiego. Od gotowania woli chodzić na gotowe, nie znosi bałaganu, nie zaczyna dnia bez kawy z mlekiem i nie kończy go bez przeczytania choć jednej strony książki. Lubi pisać!
PODOBNE WPISY
Koniec dziwnego roku szkolnego
Właśnie skończyłam prasować maseczkę z uszami Myszki Mik...
Deserowy „czelendż” małolat
Chyba każdy doskonale wie, że na upał najlepsze są lody!
Domowa Akademia Sztuk Pięknych
Oto genialny sposób Pauliny na... NUDĘ w domu!
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ