CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Nie musimy zaspokajać tylko potrzeb naszych dzieci
Paulina Kałużna
Autor: Paulina Kałużna

Nie musimy zaspokajać tylko potrzeb naszych dzieci

Jakiś czas temu wybraliśmy się z dziewczynami na pole golfowe. Zawsze chcieliśmy tego spróbować i w końcu nadarzyła się ku temu okazja. Jednak nie o grze w golfa będę tu dziś pisać.  Podczas spotkania na pięknie przyciętej murawie, uświadomiłam sobie pewną rzecz, a właściwie mi uświadomiono – że jestem ważna, że moje potrzeby są istotne. Niby banał, niby wszyscy to wiedzą, niby słyszymy to nie raz, ale okazało się, że o tym zapomniałam. Sama byłam zdziwiona jak łatwo dać się ponieść potrzebom innych i niemalże całkowicie wyciszyć te swoje.

Instruktor gry tłumaczył nam zasady golfa, uczył jak posługiwać się kijkami itd. Podekscytowana nie mogłam się doczekać kiedy ruszymy zdobywać nasze pierwsze dołki. Natomiast na twarzy moich Pociech dostrzegalne było znudzenie, ziewnięcie i przeciąganie. Myślę sobie – kurde blade – no takie fajne miejsce, a te mi tu zaraz posną. Gdy przyszedł moment praktyki nieco się ożywiły, ale spodziewałam się większego entuzjazmu. Zachęcałam do gry aż tu nagle pan mi mówi – „A może po prostu pani spróbuje pierwsza i dzieci dołączą, gdy się przekonają do tej aktywności? Wie Pani – nie zawsze dziecko musi być na pierwszym miejscu. Pani też może się dziś dobrze bawić.” No powiem Wam, że jak kubłem zimnej wody w twarz. Dla mnie to było mega pozytywne wiadro - chcę to mocno zaznaczyć. Ocknęłam się w tym momencie. Serio – przebudziłam się. I choć naprawdę staram się na co dzień myśleć o sobie, realizować swoje marzenia i nie skakać jedynie nad potrzebami dzieci i innych bliskich mi osób, to czasami takie słowa usłyszane od kogoś są mega ważne, są potrzebne. To nie było złośliwe, to był komentarz z pozycji obserwatora, ale także doświadczonego człowieka.

Stanęłam i pomyślałam – kurde Paulina baw się i korzystaj. A dosłownie zawsze, gdy wymyślam jakieś wyjazdy, robię to samo. Dziewczynki i dziewczynki, żeby spróbowały, żeby zobaczyły, żeby dotknęły. Nie ma w tym nic złego, ale ja w niektórych tych miejscach też jestem pierwszy raz i może ostatni. Zawsze przechodzi mi przez myśl, że jeśli nie chcą czegoś spróbować, to ja to zrobię, ale często odpuszczam. Tym razem zostawiłam dzieci poza polem treningowym i poszłam grać – bez wyrzutów sumienia. Dziewczyny nie miały nic przeciwko. Przyglądały się tylko. W końcu zobaczyły, że sprawia mi to wielką frajdę i za chwilę machały rękoma, że są już gotowe spróbować. Jedna miała z tej wyprawy większą przyjemność, druga mniejszą, ale ja miałam największą!

Okazuje się, że my jako rodzice często z czegoś rezygnujemy i nie mówię tu wcale o jakiś wielkich rzeczach czy przedsięwzięciach. Idziecie do lodziarni i zamawiacie ulubione smaki dzieciom. A sobie? – „Dobra i tak nie zjedzą całych, to spróbuję od nich.” I choć sami mieliśmy ochotę na tradycyjną truskawkę, dojadamy bez przyjemności gałki o smaku gumy balonowej. Jesteście w warzywniaku i już polujecie: – „O ten lubi brzoskwinie, a tamta borówki – wezmę niech mają. Kurde mam ochotę na winogrono, ale dobra – nie biorę. Ważne, żeby oni sobie zjedli.” To naturalne i mega miłe, gdy znamy gusta bliskich i chcemy sprawić im przyjemność. Natomiast za ciągłe odpuszczanie sobie - nawet tak drobnych rzeczy jak ulubiony smak loda, pyszny owoc, wyjście do kina czy kupieniu fajnej książki - prawdopodobnie nikt nam nie podziękuje. Za kupno tak, ale nie za odpuszczenie siebie.

Nikt tego „poświęcenia” nie doceni. Ba, czasami nawet nie zauważy! Gdy zawsze tak robimy – nasi bliscy biorą pewne rzeczy za oczywistość. Nie zdają sobie sprawy ile realizacja ich potrzeb nas kosztuje – wysiłek, nieprzespane noce, by poprasować tonę prania, bo w ciągu dnia nie ma na to czasu, lodówka pełna wartościowych produktów, czysty dom. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nikt od nas tego nie wymaga! Sami sobie narzucamy misje, a później już nie umiemy odpuścić. I choć nie oczekujemy wdzięczności, bo początkowo mieliśmy po prostu takie ambicje, by być idealnymi i zorganizowanymi, to nie dajemy rady.

Sama uczę się odpuszczania obowiązków i myślenia o sobie. Jest to naprawdę potwornie trudne, gdy człowiek wpadnie w ten wir codzienności. Jednak źródełko z energią też się wyczerpuje. Nasza „idealność” ma swoje granice. Po ich przekroczeniu pojawia się złość, rozgoryczenie – mimo tego, że nie chcemy tego. Robimy przecież to dla swoich bliskich – dla kogo jak nie dla nich można zadać sobie pytanie. Owszem, ale pamiętajcie, że my również jesteśmy ważni. W samolocie, w chwili zagrożenia maskę tlenową zakładają najpierw rodzice – potem nakładają je dzieciom. Jeśli my się wyczerpiemy – nasze dzieciaki nie będą mogły korzystać z naszych pomysłów, energii, z czasu spędzonego z nami.

Zachęcam Was zatem do postawienia siebie czasami na pierwszym miejscu. Kupcie sobie swoją ulubioną czekoladę - bez szukania ulubionych łakoci dla dzieci, zamówcie sobie tę bransoletkę upatrzoną pół roku temu w Internetach, a nie kolejnych śpioszków dla bobaska, idźcie same na rower, gdy wasze latorośle kręcą na tę propozycję nosem i mówią, że za zimno, poszukajcie z mężem dobrego thrillera w kinie, a nie tylko kreskówek dla dzieci, zrezygnujcie z jakiegoś obowiązku jeśli czujecie, że już nie dajecie rady. Zróbcie to. Będziecie szczęśliwsi.

Niech moc będzie z Wami! Jesteśmy ważni!
 
 
KOMENTARZE
O AUTORZE
Paulina Kałużna
Paulina Kałużna
Uzależniona od czytania, zwłaszcza biografii i kryminałów, a od pewnego czasu także od literatury dla dzieci. Mama dwóch córek, dla których zaczęła pisać bajki. Fanka płyt winylowych, uwieczniania na zdjęciach największych pierdoł związanych z własnymi dziećmi, Tatr i koloru niebieskiego. Od gotowania woli chodzić na gotowe, nie znosi bałaganu, nie zaczyna dnia bez kawy z mlekiem i nie kończy go bez przeczytania choć jednej strony książki. Lubi pisać!
PODOBNE WPISY
Nauka zarządzania własnym budżetem
Wiedzę o pieniądzach powinniśmy przekazywać już przedszk...
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ