CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Niektóre rzeczy się nie zmieniają
Paulina Kałużna
Autor: Paulina Kałużna

Niektóre rzeczy się nie zmieniają

Popandemiczny powrót do szkół czy przedszkoli budził wiele emocji

Z jednej strony radość rodzica zmęczonego nauką zdalną połączoną z pracą online, zadowolenie dzieci na myśl o spotkaniu z koleżankami i kolegami z klasy, a także obawy dorosłych przed tym jakie rozwiązania wprowadzi placówka oświatowa. Z jednej strony każdy chciał, by pozorna „normalność” wróciła, a przecież z tyłu głowy pojawiały się obawy – nawet u tych, którzy w wirusowe szaleństwo nie wierzą.

Szkoły i przedszkola zmieniły się. Maseczki na wejściu, dezynfekcja rąk i mierzenie temperatury. Rodzice nie mogą wchodzić do szkoły, brak uroczystych apeli, zebrań, imprez integracyjnych. Z wielu przedszkolnych klas zniknęły dywany, pluszowe zabawki, a nawet firany i wszystko to czego nie da się zdezynfekować. Nie ma teatrzyków, pokazów i innych atrakcji, które przychodziły z zewnątrz. Każda placówka wprowadza własne zasady i procedury, musi znaleźć środki na szereg nowych rozwiązań, ucząc się na własnych błędach, bo tak naprawdę żadne szczegółowe wytyczne z ministerstwa nie przyszły, o pieniądzach nie wspominając.

A jak w tym wszystkim odnajdują się dzieci?

Mam wrażenie, że najmłodsi są w stanie przystosować się do wszystkiego. To dorośli muszą ich przygotować na inne czasy, pilnować by przestrzegały zasad. Moje starsze dziewczę na powrót do szkoły bardzo się cieszyło. Mimo nowych okoliczności jej uwaga skupiała się tylko na tym, by odzyskać kontakt z rówieśnikami i wychowawcą. Przerwy wyglądają inaczej, klasy mają się nie mieszać, są wyznaczone godziny chodzenia na obiad. A ona czy po pandemii czy przed pandemią tak samo tryska radością przechadzając się szkolnym korytarzem i podobnie jak wcześniej - marudzi na poranne pobudki. Nasza Młodsza Pociecha zmieniła grupę, ale jest jak kameleon i potrafi przystosować się do wszystkiego. Rysuje, tańczy, śpiewa i już ma dwie ulubione koleżanki. Na wejściu do przedszkola sama biegnie do „pana kaktusa” celem dezynfekcji rąk. Po prostu to wie i z tym nie dyskutuje. Są zasady i trzeba ich przestrzegać.

A jak wygląda nasz powrót?

Rano znów jest zamieszanie. Ja znów wstaje ostatnia i półprzytomna wlokę się do salonu, sprawdzając czy Gwiazdy założyły już ubrania przygotowane przeze mnie dzień wcześniej. Cha! Taka jestem super, że szykuję wieczorem całą garderobę, sprytnie sobie knując iż zaoszczędzę tyyyyyyyle czasu. I co? I co rano wysłuchuję podobnej litanii, że przecież ta bluzka gryzie i bez podkoszulki jej zakładanie jest bez sensu. Ja mówię, że podkoszulki można nosić gdy mróz na dworze i to przynajmniej dziesięć stopni na minusie! Potem dowiaduję się, że te właśnie spodnie są bez sensu, bo moja Pięciolatka ma ochotę iść dziś w sukience, a Drugoklasistka oznajmia, że a od wczoraj róż stracił na popularności i od tego momentu na czele stawki uplasowała się czerń. SERIO? Kiedy to przegapiłam? Jeszcze wczoraj w sklepie złote tenisówki z różowym puszkiem były ekstra. W międzyczasie udaje mi się doprasować do końca własną bluzkę i wypić łyk wody. Mąż ze stoickim spokojem, którego zawsze mu zazdroszczę, szykuje kanapki dla wszystkich. I kiedy biegając po domu wymieniam ubrania dla moich wspaniałych latorośli na te akceptowalne, widzę jak moja Młodsza Gwiazda nakłada właśnie cienie na powieki ze swojego „przeklętego zestawu” od jednej z cioć. Jaskrawy niebieski stał się elegancką oprawą dla jej pięknych oczu w taki sposób, że nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Zanim więc się ubierze, muszę ją jeszcze umyć. Kiedy jest umyta - jest nieszczęśliwa, więc jeszcze brakuje mi do tych porannych awantur trzaśnięcia drzwiami i uważam poranek za udany. Gdy już myślę, że ugasiłam wszystkie pożary, docieramy do wiatrołapu celem założenia butów. Tam moja Druga Połowa migdali się z psem, a Drugoklasistka oznajmia, że dziś do szkoły idzie w laczkach. Nie no pewnie, super pomysł. Więc dwunasta awantura za nami i trzech z czterech lokatorów jest już przed domem. Jeszcze tylko odliczę 4 maseczki i możemy wychodzić.

Wiele się zmieniło, ale niektóre rzeczy się nie zmieniają

W sumie tęskniłam za tym porannym szaleństwem. I choć w danej chwili para leci mi z uszu, to ostatecznie jest śmiesznie.


P.S.

Niech moc będzie z Wami! I przestrzegajcie procedur. To dla wszystkich jest czas próby. Może czasami jest coś na wyrost, ale wszystko po to by było bezpieczniej. Przynajmniej chcę w to wierzyć.

KOMENTARZE
O AUTORZE
Paulina Kałużna
Paulina Kałużna
Uzależniona od czytania, zwłaszcza biografii i kryminałów, a od pewnego czasu także od literatury dla dzieci. Mama dwóch córek, dla których zaczęła pisać bajki. Fanka płyt winylowych, uwieczniania na zdjęciach największych pierdoł związanych z własnymi dziećmi, Tatr i koloru niebieskiego. Od gotowania woli chodzić na gotowe, nie znosi bałaganu, nie zaczyna dnia bez kawy z mlekiem i nie kończy go bez przeczytania choć jednej strony książki. Lubi pisać!
PODOBNE WPISY
Przenośny, składany fotelik samochodowy - O fotelikach poleca
Planujecie urlop, a nie macie pomysłu, jak przewozić sta...
Podarowanie wolności jest trudne, ale nieuniknione
Tak trudno nie kontrolować i się o nie nie bać
Przesłodkie szyszki
Szyszki z zaczarowanego drzewa.
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ