CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Same plusy wielodzietności
Eliza Preuss
Autor: Eliza Preuss

Same plusy wielodzietności

Powroty bywają trudne, zarówno te po latach, jak i te po całkiem krótkich przerwach.  Powroty po wakacjach, po urlopach macierzyńskich, powroty do pracy, szkoły, przedszkola…Trudne bywają powroty po niemiłych pożegnaniach, ale również te po całkiem przyjemnych i wytęsknionych rozstaniach.
 
Skąd wracam? Z dalekiej podróży zwanej macierzyństwem. Podróż ta jednak nie kończy się jeszcze, ale na dobre zaczyna się i będzie trwać już całe moje życie. A mówiąc prawdę, to jestem w tej podróży nieustannie od dziesięciu lat. Wtedy bowiem po raz pierwszy pod moim sercem zamieszkał mój pierworodny syn i wtedy to właśnie zaczęła się ta podróż, która wywróciła moje życie do góry nogami, zmieniła mnie samą i obszar moich zainteresowań. Po kilku latach dołączył do nas kolejny mały człowiek, a w czerwcu tego roku synek numer trzy stał się kolejnym elementem tej naszej układanki zwanej rodziną. No jest pięknie. Ale bywa też niełatwo, bo co trzech, to nie jeden… 
 
Ale ja tu gadugadu, a przecież nie o tym chciałam dzisiaj pisać. Trochę zahaczę o moje własne doświadczenia, ale przede wszystkim chciałabym przekonać nieprzekonanych do… wielodzietności. No masz, ale zaszalałam! Piszę chwilę wcześniej, że nie jest łatwo, a tu taki zonk – przekonać do wielodzietności. Wiem, brzmi mało zachęcająco, ale gwarantuję, że pod koniec artykułu, przynajmniej część z Was zgodzi się z moim zdaniem i weźmie to pod rozwagę. 
 
Wychowałam się w tradycyjnej rodzinie 2 + 2, a że między mną a bratem jest spora różnica wieku, to właściwie tak, jakby każde z nas było jedynakiem. Nigdy też nie umiałam sobie wyobrazić siebie jako mamy większej gromadki dzieci, zresztą nie szalałam specjalnie za dziećmi. Fajne, słodkie stworzenia, ale u innych. Mój instynkt macierzyński potrzebował czasu, aby się ujawnić, dojść do głosu i potrząsnąć mną, że to już pora, to ten moment. 
 
No i bach, stało się. Jestem mamą trzech słodkich istot i po ostatnich pięknych doświadczeniach porodowych, ciągle mi mało. No zwariowała baba – powiecie. Ale przecież wielodzietność, to same plusy (no prawie same).

Pojęcie wielodzietności w Polsce zaistniało stosunkowo późno, bo dopiero w 1991 roku w ustawie o systemie oświaty. Nadal jednak pojawiają się wątpliwości, czy wielodzietna rodzina to już taka z trójką dzieci, czy może dopiero z czwórką? Mówiąc o wielodzietności, często mamy przed oczami obraz patologii, głodnych i brudnych dzieci, rodziny z problemami alkoholowymi i innymi niedomaganiami. Jednak badania pokazują, że ten mit powoli odchodzi do lamusa. Wielodzietni są bowiem zwykle bardziej zaradni, lepiej zorganizowani, czerpią z życia radość i nie borykają się z tymi problemami, które przywodzi nam na myśl pojęcie wielodzietności. No bo z posiadania dużej rodziny można zwyczajnie się cieszyć i mieć z tego tytułu same profity (i nie mam tu na myśli jedynie względów ekonomicznych).
 

Jakie mogą być zalety posiadania dużej rodziny?
 

- Brak nudy! W dużej rodzinie zwykle dużo się dzieje. Jest więcej hałasu, codziennej krzątaniny, każdy mały człowiek ma swoje najważniejsze na świecie problemy, które muszą być zakomunikowane i co najważniejsze muszą być rozwiązane teraz, już, natychmiast. Na nudę nie ma więc co liczyć. Ale to i dobrze, bo kto by tam lubił nudę.
- Więcej czasu na wszystko. Że co? Ano tak, lepsza organizacja = więcej czasu. Przygotowanie rano śniadania razy 3 plus rodzice, obiadu razy 3 plus rodzice, no i kolacji tak samo dla pięcioosobowej rodziny, a później posprzątanie tego całego bałaganu, kąpiel, usypianie i cała masa innych zajęć, wymaga niezłej organizacji, żeby zwyczajnie nie paść na twarz z zarobienia. Nie ma wyjścia, po prostu trzeba się super organizować (czytaj: uwijać), a później już tylko cieszyć wolnym czasem. Kiedy później? No później, po tym uwijaniu.
- Każde kolejne dziecko wychowuje się już samo. No bo przecież nie od dziś wiadomo, że drugorodny, trzeciorodny i kolejny mały człowiek rodzi się z niesamowitą zdolnością samowychowywania (jest w ogóle takie słowo?). Prawda jest taka, że młodsze rodzeństwo wielu umiejętności uczy się szybciej, czerpiąc wzorce od starszego brata, czy siostry. I tak w szybkim tempie opanowuje umiejętność obsługi telefonu, tableta, tudzież komputera, wie jak włączyć i wyłączyć telewizor, chociaż zdecydowanie częściej korzysta jedynie z tej pierwszej umiejętności, poznaje bogate słownictwo i w ogóle jest małym omnibusem. 
- Konsekwencją powyższego jest fakt, że mama dużo częściej wypija ciepłą kawę czy herbatę. No bo skoro starsze zajmuje się młodszym, a młodsze wychowuje się samo, to nie pozostaje nic innego, jak tylko pić tej kawy i herbaty ile wlezie. Wystarczy jedynie przetrwać 2-3 pierwsze lata najmłodszego, a to przecież zleci nim się obrócimy.
- Modny ostatnimi czasy minimalizm łatwiej wcielić w życie. Worki ubrań i zabawek w takiej rodzinie nie mają szans się zmarnować. Każdy kolejny członek rodziny zdziera po starszym (o ile jest jeszcze co zdzierać), a zabawki po lekkim odświeżeniu służą dalej w najlepsze.
- Więcej rąk do pracy. Jak dobrze wyszkolisz młodocianych, to i łazienkę wyszorują i śmieci wyniosą, posprzątają to co nabrudzą, a i tobie herbatę zaparzą (jasne, w najlepszych snach, ale pomarzyć można).
- 500 + i zniżki na karcie Dużej Rodziny. Nie od dziś (a dokładniej od dwóch lat, jak istnieje program) wszyscy życzliwi, którzy nie dochowali się pokaźnej gromadki potomstwa, wyliczają o ile wzbogacili się posiadacze trojga i więcej dzieci. Dokładając jeszcze liczne zniżki na karcie Dużej Rodziny, nie pozostaje nic innego, jak tylko rodzić dzieci. No majątek zbijesz człowieku jak nic.
 
Dobra, żarty żartami, ale naprawdę posiadanie gromadki dzieci to sama radość. Pomijając nieprzespane noce, hałas, gwar od rana do nocy, a niekiedy jeszcze dłużej, ilości brudnych ubrań do wyprania i wyprasowania, lepiącą się stale podłogę, zapchany zlew, tudzież toaletę, nie wiedzieć czym i kiedy, to duża rodzina daje zwyczajnie dużo frajdy. Trójka dzieci to o wiele więcej buziaków na dzień dobry i dobranoc, więcejprzytulasów, aż sześcioro rąk do zawieszenia się na matczynej szyi, tyle samo stópek do wycałowania i więcej „Kocham Cię Mamo” do usłyszenia w ciągu dnia. No nie ma mowy, na nic bym tego nie zamieniła. I jeśli ty mamo zastanawiasz się, czy to już czas na powiększenie rodziny, a może jeszcze nie teraz, może za rok, dwa, bo z tym jednym jest już dużo zachodu… to wiedz, że nigdy nie ma dobrego momentu i jednocześnie każdy czas jest dobry. Dzieci to sama radość i miłość w najczystszej postaci. A te niedomagania, nocki, płacze i inne zmartwienia, zapominamy szybko. „Kocham Cię Mamo” powiedziane pierwszy raz i później powtarzane wielokrotnie, wynagradza wszystko. 
 
Życzę więc dużo dzieci odważni i szaleni wielodzietni.
KOMENTARZE
Ja20.09.2018 godz: 16:08
Piękny artykuł. Szkoda tylko że rodziny wielodzietne traktowane są jak patologia. Nie liczy się miłość do tych dzieci tylko powszechne przekonanie że to jedynie coś strasznego
Ann 8.08.2020 godz: 16:50
Tak, to coś czego nie ogarniam moim umysłem z wyższym wykształceniem. Mam dwie dziewczynki, 4 i 2 lata. Myślimy o trzecim dziecku. Kiedy moja mama z dumą powiedziała o tym sąsiadce, ta o mało nie zakrztusiła się sernikiem: "Co?? Ale... ale po co? Przecież dobrze im się żyje, tacy są wykształceni i prace mają dobre...". Hmmm... no może skoro żyje się dobrze to tym bardziej można skoro się chce? Poczułam się jakby tylko niepanujący nad odruchami swoich lędźwi mniej zamożni ludzie mogli posiadać więcej niż dwójkę... Ciekawe, taka inna dyskryminacja ;)
Ania25.09.2018 godz: 21:01
Pięknie napisane! Dobrze, że wróciłaś :)
PODOBNE WPISY
Co z tymi nóżkami?
Jak zadbać o bezpieczeństwo małego podróżnika?
Obrazy, które kilkulatek powinien już znać
Matejko, Chełmoński, Kahlo, Leonardo czy van Gogh?
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ