CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Szkoła w domu – wyobrażenia kontra rzeczywistość
Paulina Kałużna
Autor: Paulina Kałużna

Szkoła w domu – wyobrażenia kontra rzeczywistość

Nauczanie domowe nawet przeszło mi kiedyś przez myśl. Po obejrzeniu programu na ten temat krzyknęłam: 

„Ale fajnie mają ci co to sami swoje dzieci uczą!” 

Wychowując swoje pierwsze dziecko, zastanawiałam się: jak ja poślę tę wrażliwą istotę do szkoły? Wydawało mi się, że domowa edukacja pozwala uchronić latorośl przed nękaniem, wyśmiewaniem albo szkolnym stresem. Przy nauczaniu indywidualnym można skupić się na mocnych stronach ucznia, ale też szybko wychwycić słabsze punkty i więcej nad nimi popracować. Można pozwolić sobie na przyswajanie wiedzy nie tylko za pomocą książek, ale wykorzystać do tego dom i przestrzeń poza nim. Bazować na pomocach interaktywnych, eksperymentach, Internecie, filmikach, zabawach edukacyjnych czy grach, nieco częściej niż w wielkim gmachu w kilkudziesięcioosobowej klasie. I tak oto swoje wyobrażenia mogłam wcielić w życie...

Wściekły wirus spowodował, że niemal każdy z nas zamienił swój dom w szkołę i przedszkole. Strony internetowe placówek i dzienniczki elektroniczne kipią od inspiracji, zachęt, pomocy i zadań do wykonania. Na początku podeszłam do tematu bardzo na luzie mimo, że do domowej edukacji doszła mi także praca zdalna. Dłuższe wylegiwanie w łóżku, naleśniki smażone dzieciom na śniadanie, zwolnienie tempa, brak misji na zewnątrz, odciążenie głowy i TYLKO MY. No RAJ!

Jednak szybko doszłam do wniosku, że SPONTAN się tu kompletnie nie sprawdza...

Ułożenie planu dnia i rozpisanie go na godziny zdecydowanie bardziej ułatwia życie. Zwłaszcza, że moje ambitne plany przy luzackim podejściu nie zawsze udawało się zrealizować. Internet się zawieszał, e-podręczniki nie chciały się uruchomić, drukarka postanowiła zrobić strajk. W międzyczasie rozmowy z szefową, maile i takie tam. Kiedy już udało mi się wydrukować karty pracy i wyznaczyć dzieciom zadania, sama brałam się za te, na które zawsze jakoś brakowało czasu. Posprzątałam więc apteczkę, szafkę z przyprawami, a nawet moją „szufladę wstydu”, w której zawsze mam syf. Kiedy myślałam, że dzieci przez godzinę będą przyssane do kartki okazywało się, że pies zabrał kapcia z nogi i schował się pod kanapą, porwał upuszczoną kredkę i tak dalej. Gdy skończyłam bieganie za nim, moje dwie małe gwiazdy już były głodne. Okazało się, że moje dzieci są głodne co 20 minut!

Jak one dają radę w przedszkolu i szkole?

Moje starsze dziecko w trakcie odrabiania lekcji czasem przyjmuje pozycje niczym nietoperz i nie potrafi wysiedzieć w miejscu.

Jak ona ogarnia ławkę szkolną? - pozostaje tajemnicą!

Podczas oglądania niektórych filmów przyrodniczych, którymi je trochę zadręczałam, moje dziewczyny wyglądały jak ja na niektórych nudnych wykładach i błagały o Alvina z wiewiórkami. Szukały wiosny przez 5 minut, bo ważniejsze okazały się przydomowe huśtawki, za którymi tęskniły całą zimę. Wolały ze mną wieszać pranie, piec drożdżówki, adoptować biedronki z lasu, gliglać się na kanapie i mieszać owocowe sałatki niż rozwiązywać zadania, więc się na to godziłam. Po odpaleniu fejsa okazywało się, że kiedy my robiłyśmy fikołki na matach - inni zdążyli założyć już parapetowe ogródki i wyrysować żonkile, uzupełnić książkę, zrobić układ słoneczny z filcu, opanować gamę na flecie, tabliczkę mnożenia i rozwiązać dwie strony zadań z matematyki. I tak oto mój spontan trzeba było zamienić na logistycznie przemyślaną strategię.

Dzięki nauce w domu faktycznie dostrzegłam, co kręci moje dzieci, a z czym przyjdzie im pokonywać wyboiste edukacyjne ścieżki. Dowiedziałam się też, jak wyglądają przylaszczki i zawilce. Już wiem, że przebiśniegi można zrobić z płatków kosmetycznych, dzielę wyrazy na sylaby i już pamiętam, że „DZIĘKUJEMY” ma ich 4 o czym wiedziała bez klaskania moja Czterolatka. Przypomniałam sobie, że pencil case to piórnik, a Neptun to gazowy olbrzym i jest jedną z ulubionych planet mojej starszej córki, bo na zdjęciach wygląda jak niebieska kulka.

Zawsze starałam się być kreatywną mamą, ale teraz w połączeniu z pracą zdalną, wewnętrznym niepokojem o losy bliskich i tych całkiem obcych, a także z odcięciem od ludzi i chorobliwą potrzebą porządku - mam wrażenie, że jestem zdenerwowana i zmęczona. Okazało się, że nie jestem cierpliwa w trakcie tłumaczenia, że ukłony dla nauczycieli, że tęsknię za normalnością, ale liczę, iż po pierwszym tygodniu jakoś ogarnę nasz nowy domowy system.

A na koniec chciałabym tylko dodać, że cieszę się z faktu, że mogę być z dziećmi w domu. Ukryte tu między wierszami narzekania przyjmijcie z przymrużeniem oka. Nie ruszam się ze swoich czterech kątów, a nos wychylam tylko do ogródka, mając nadzieję na ochronę naszego zdrowia i innych. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy na ten luksus mogą sobie dziś pozwolić. Zatem dziękuję pracownikom dyskontów, aptek, banków, służby zdrowia, służb mundurowych, firm kurierskich, strategicznych zakładów pracy, bez których nie mielibyśmy wody, ciepła, światła i innym, o których nie wiem.

Dziękuję!

Niech moc będzie z Wam, z Nami! Jeszcze większa niż zwykle.

KOMENTARZE
O AUTORZE
Paulina Kałużna
Paulina Kałużna
Uzależniona od czytania, zwłaszcza biografii i kryminałów, a od pewnego czasu także od literatury dla dzieci. Mama dwóch córek, dla których zaczęła pisać bajki. Fanka płyt winylowych, uwieczniania na zdjęciach największych pierdoł związanych z własnymi dziećmi, Tatr i koloru niebieskiego. Od gotowania woli chodzić na gotowe, nie znosi bałaganu, nie zaczyna dnia bez kawy z mlekiem i nie kończy go bez przeczytania choć jednej strony książki. Lubi pisać!
PODOBNE WPISY
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ