CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
W lockdownie wszyscy tańczą, a niejadek staje się głodny
Paulina Kałużna
Autor: Paulina Kałużna

W lockdownie wszyscy tańczą, a niejadek staje się głodny

Kolejny lockdown wywołał u mnie szereg emocji, ale chyba każdy z nas miał wystarczająco dużo czasu, by oswoić się z tym tematem. Ja odnoszę wrażenie, że teraz poruszam się w tej materii nieco zgrabniej, a do całości podchodzę
z większym spokojem.


Co się zmieniło? Poza tym, że mocno ograniczyłam kanały informacyjne i lektury na temat wirusa, to i szkoła ma inną formę niż rok temu. Dla mnie ogromnym ułatwieniem w pracy zdalnej był fakt, że lekcje zdalne polegają na łączeniu z nauczycielem. Dzięki temu, że dzieci łączą się on-line, moja rola w domowej edukacji spadła właściwie do minimum.

Ale, ale nie jest tak całkowicie różowo… Nie miejcie złudzeń: „Mamo przerwało mi coś, mamo zapomniałam, że muszę mieć filc na trzecią lekcję – nie doczytałaś tego na e-dzienniku?, mamo nie mogę tego wydrukować!, mamo nie mogę pobrać „streama” od pani, wyczerpał mi się długopis zmazywalny – mamy jeszcze jakiś?” I te de i te pe. Znacie?!?!

Zdarzało się też, że gdy rozmawiałam przez telefon z szefową, słyszałam jakieś dziwne dźwięki dochodzące z pokoju dziecka i zastanawiałam się co tam się wyprawia. Dudni podłoga, krzesło odjeżdża od biurka, więc lecę. „Mamo spokojnie – mam teraz wuef”. Poza tym w naszym domu tak mniej więcej od 8.00 do 12.00 z małym hakiem - mieszkamy z większą ilością osób. Słyszę głosy Amelek, Wojtków, Adamów i całej reszty. Mijając pokój mojej uczennicy staram się chodzić w zwolnionym tempie, pies ląduje na dworze, bo ma słabe nerwy i szczeka na każdego widzianego zwierzaka za oknem. I jak to w podstawówce – po domu roznosi się jeszcze od czasu do czasu „Proszę pani, proszę paniiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii” i wydobywa się ono zarówno z ust mojego dziecka jak i z dwudziestu-kilku pozostałych usteczek. Owa „proszę pani” ma nerwy ze stali! 

Moja córka za każdym razem kiedy dowiaduje się, że lekcje przenoszą się ze szkoły do domu jest niezadowolona. Woli tradycyjną formę zajęć, a ja wcale jej się nie dziwię. Obie czekamy na jej powrót. Niestety dużo starsze roczniki na myśl o powrocie do ławki reagują panicznie. Lubią siedzieć w bluzie i spodniach od piżamy przed kompem, nie spieszą się - wstają za pięć ósma i tak im pasuje. Jedyne za czym tęsknią, to chyba relacje z rówieśnikami, a i tak nie wiem czy wszyscy. Ich powrót będzie naprawdę ciężki.

W kolejnym wydaniu lockdownu nauczyłam się nowej formy komunikacji z mężem. Gdy oboje rozmawiamy przez telefon służbowo, a dziecko w tym czasie ma zdalne, to za pomocą gestów, min oraz machania rękami potrafimy się pokłócić. Taka nowość.

Okazało się także, że nasze starsze dziecko, które od ponad ośmiu lat uznawane jest w rodzinie za niejadka, stało się głodne! Młodsza Pociecha jest koneserką jedzenia i sama już się nawet tak tytułuje. Nie wszystko lubi, ale próbuje i zjada wszystko bez większych wydziwajstw. Natomiast Starsza Pociecha przechodzi w lockdownie samą siebie. Pięć minut po śniadaniu jej żołądek podobno wysyła już sygnał, że niedomaga. Po śniadaniu jest drugie śniadanie. Po pierwszej lekcji musi wjechać banan, a zaraz po nim pytanie o obiad mimo, że dopiero jest dziewiąta minut piętnaście. Do obiadu wydaje jej się, iż jest tak daleko, że ona „natentychmiast” koniecznie musi coś zjeść. Pół godziny po obiedzie ona czuje, że zaraz zejdzie z głodu. Doszło do tego, że z tradycyjnych od 3 do 5 posiłków dziennie powinnam mieć zaplanowanych przynajmniej dziesięć. Koniec świata – niejadek jest ciągle głodny! Można szału dostać. Ale dość o tym, bo temat jedzenia jest dość stresujący w trakcie pandemii.

Sama piszę ten tekst nieco grubsza niż rok temu, więc co tu się dzieciom dziwić ;)

Najlepszym sposobem na tłuszczyk jest oczywiście ruch. W trakcie drugiego lockodownu na stałe zagościły u nas taneczne challenge! Na początku podchodziłam do tego sceptycznie. Nie wiedziałam o co tym moim dzieciom chodzi. Ale teraz wszyscy powtarzamy kroki za jakimiś szalonymi postaciami z Internetu. Co więcej, taka forma rozrywki świetnie sprawdza się nie tylko z własnymi dzieciakami. Gdy pogoda nie sprzyja, a kolega czy koleżanka wpadli z wizytą, to okazuje się, że grupowe tańce przekonają do siebie nawet kilkuletniego sceptyka. Uwierzcie mi, że taka mała maruda w końcu zejdzie z kanapy i dołączy do reszty. Ostatnio zagościł u nas „iko iko dance”. Ćwiczyłam go ostatnio i z córkami i z koleżankami z pracy. Ale na tik toka nasze wydanie się nie nadaje! Szaleństwo!

W związku z wirusową sytuacją – przestaliśmy planować podróże i wybiegać daleko w przyszłość. Skupiamy się na tu i teraz. Królują u nas planszówki, cały czas realizujemy się w pracach w ogrodzie, wyczekujemy wiosny, myślimy pozytywnie. Staram się nie denerwować na rzeczy, na które nie mam wpływu i dostosowuję się do panujących zasad. Nie dyskutuję i cały czas wypatruję normalności na horyzoncie.

Poza tym moje dziewczyny bardzo tęsknią za podróżowaniem, za wielkimi rodzinnymi spotkaniami, za salami zabaw, kinem, wizytami w kawiarni czy wypadem do restauracji. My do tych ich tęsknot całkowicie się przyłączamy.

Niech moc będzie z Wami!
 
KOMENTARZE
O AUTORZE
Paulina Kałużna
Paulina Kałużna
Uzależniona od czytania, zwłaszcza biografii i kryminałów, a od pewnego czasu także od literatury dla dzieci. Mama dwóch córek, dla których zaczęła pisać bajki. Fanka płyt winylowych, uwieczniania na zdjęciach największych pierdoł związanych z własnymi dziećmi, Tatr i koloru niebieskiego. Od gotowania woli chodzić na gotowe, nie znosi bałaganu, nie zaczyna dnia bez kawy z mlekiem i nie kończy go bez przeczytania choć jednej strony książki. Lubi pisać!
PODOBNE WPISY
STRING ART, czyli wyzwanie
Tańcowały gwoździe z nitką...
Zjazd rodzinny, czyli spotkanie z przeszłością
Z rodziną wychodzi się dobrze nie tylko na zdjęciach
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ