CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Z wiertarką dla owadów
Paulina Kałużna
Autor: Paulina Kałużna

Z wiertarką dla owadów

Jestem typem rodzica, który nie usiedzi, nie poleży, myśli, szuka, kombinuje jak tu uatrakcyjnić żywot swoich pociech. Wymyśliłam sobie, że musi się coś dziać. Drugiej połówce już czasami para idzie z uszu, gdy słyszy o kolejnym pomyśle, ale po chwili wchodzi w projekty bez mrugnięcia okiem. Fakt, że izolacja motywuje mnie chyba jeszcze bardziej, ale i przed pandemią żaróweczka nad głową rozbłyskiwała regularnie. Co tu zrobić tym razem? W co je zaangażować…?

W związku z tym, że odkąd posiadam ogród (krótko) stałam się jego fanką – żeby nie powiedzieć psychofanką. Cel prac zatem został skierowany na nasz przydomowy wybieg. Projekt - domek dla owadów. Małżonek upolował materiały, a ja wygoniłam dziatwę na powietrze. Wiertarka, młoteczek i tak powstał nie domek, a powiedziałabym hotel! Rozmiar projektu mnie zachwycił.

W budowę mikro obiektu zostały zaangażowane także dzieci. Po wykonaniu szkieletu, ich zadaniem było pomalowane domku, ale nie byle czym. Kupiliśmy specjalny środek ekologiczny – pokost lniany. To taki olej, który jest wykonany z nasion lnu i jest bezpieczny dla owadów. A przecież na tym nam zależy! Malowanie sprawiało im frajdę, więc kolejnym etapem była praca z wiertarką – dosłownie. Dziewczęta musiały wywiercić zgrabne dziurki w drewnianych pieńkach, by małe tyłeczki owadów mogły się tam bezpiecznie wcisnąć. Nie był to ich pierwszy kontakt z wiertarką, a po frajdzie jaką z tego miały – na pewno nie ostatni.

Ale co zrobić żeby robaczki zechciały tam zamieszkać? Co prawda młodsza latorośl już chciała biec po łóżeczka, stoliki i taboreciki, urządzając  biedronkom i mrówkom salon z otwartą kuchnią oraz trzy sypialnie z łazienkami, więc szybko trzeba było ostudzić jej zapędy. Gdy okazało się, że wystrojem mają być patyki, szyszki, słomki, bambusowe rurki, przygotowane przez nie pieńki  i cegła upolowana u dziadka w warsztacie, to mina jej zrzedła, ale w trakcie „eko-meblowania” wkręciła się w prace na rzecz robali.

Nasz hotel dla owadów powstał z myślą o pszczołach, by zechciały się u nas rozgościć i wspomóc swoją pracą nasze maliny, grusze, jabłoń, czereśnie i truskawki. Czerwona strzałka trzymana nad lokum nie przyniosłaby efektów, ani też super czadowy szyld, na „bukingu” również się nie ogłosimy. Co zatem zrobiliśmy? Zamówiliśmy pszczoły murarki w Internecie, które to odebraliśmy w paczkomacie. Tak, ja wiem jak to brzmi, ale mówię serio. Pszczoły, a właściwie ich kokony umieściliśmy niedawno w eleganckich eko-pokoikach i czekamy aż z nich wypełzną. Myślałam, że dziewczyny nie będą chciały tego robić, ale okazuje się, że kokony przypominające „bazie kotki” im nie straszne i z chęcią zakwaterowały 25 pszczół.  

Pszczoły murarki w odróżnieniu od tych miodowych nie mają królowej, nie produkują miodu i nie żyją w stadzie. Nie potrzebują opieki, bo są niezależnymi robalami, którym nikt nic nie może narzucić. Natomiast ich pracowitość jest równie imponująca. Zapylają grubo ponad 100 gatunków roślin, a swoją pracę zaczynają już wczesną wiosną. W odróżnieniu od swoich miodowych kuzynek nie są pszczołami agresywnymi, bo nie posiadają instynktu obrony gniazda. Nie są też tak wybredne co do kwiatków. Mają żądło, ale go nie używają, więc liczymy iż bliskość naszych córek nie będzie dla nich problemem i użądlenia się nie przytrafią. Tak przynajmniej piszą znawcy tematu.

Nam takie projekty sprawiają mega frajdę, pozwalają na ciekawą lekcję przyrody dzieciakom i pozwalają im obserwować naturę z bliska. Ile nas to kosztowało? Dwie deski z tartaku – 15 zł, pokost lniany 20 zł, który na pewno jeszcze się przyda, siatka do obicia domku – 5 zł. Wystrój znaleziony w pobliskim lesie, na polu i u dziadka Romka ;) Polecam Wam z całego serca taką aktywność. Coś dla dzieci, coś dla środowiska. Jeśli mieszkacie w bloku, to może macie działkę lub cudownych dziadków z podwórkiem, u których wyczarujecie takie cuda?

Nich moc będzie z Wami i pszczołami! Wiemy jakie są ważne!
 
KOMENTARZE
O AUTORZE
Paulina Kałużna
Paulina Kałużna
Uzależniona od czytania, zwłaszcza biografii i kryminałów, a od pewnego czasu także od literatury dla dzieci. Mama dwóch córek, dla których zaczęła pisać bajki. Fanka płyt winylowych, uwieczniania na zdjęciach największych pierdoł związanych z własnymi dziećmi, Tatr i koloru niebieskiego. Od gotowania woli chodzić na gotowe, nie znosi bałaganu, nie zaczyna dnia bez kawy z mlekiem i nie kończy go bez przeczytania choć jednej strony książki. Lubi pisać!
PODOBNE WPISY
Smakołyki dla alergika
Coraz więcej dzieci boryka się z alergiami i nietoleranc...
Miejskie wygody czy wiejska sielanka?
Jeśli nadal nie wiecie czy zdecydować się na mieszkanie ...
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ