CENTRUM INFORMACJI DLA RODZICÓW
Zdejmij buty i umyj ręce
Kamila Lorek
Autor: Kamila Lorek

Zdejmij buty i umyj ręce

W naszym Domu pojawiło się Nowe Życie. I dosłownie i w przenośni, bowiem pojawiając się na świecie, nasza Córka re-definiowała nasz Dom i zasady w nim panujące. Przychodząc na świat, nasza Córka  przewróciła nasz Dom do góry nogami i odwróciła nasze życie o 180 stopni. Pomimo faktu, że była tak bardzo planowanym, wyczekanym i upragnionym przez nas Dzieckiem i tak do szpiku kości “świadomą” niespodzianką - ta Maleńka Istota była niczym tajfun, który przeszedł przez nasz Dom i poprzestawiał dotychczasową rzeczywistość.  Nasze dotychczasowe rytuały nabrały innego znaczenia, podobnie jak pojęcie ładu, czasu i przestrzeni.

W naszym Domu wraz z Nowym Życiem pojawiły się NOWE ZASADY, które nie wszystkim przypadły do gustu i które niekiedy budziły lekką konsternację szczególnie wśród bezdzietnych znajomych lub tych, których Latorośle i Potomki mają więcej niż rok, dwa, trzy lata. Zatem, aby i Wam i Waszym bliskim, a przy okazji sobie oszczędzić niepotrzebnych emocji - przedstawiam Wam kilka (może odrobinę absurdalnych) zasad, które zapanowały w naszym Domu, kiedy zapanowała w nim Ona. Bierzcie i częstujcie się tym, bo to pozwoli Wam zachować fajne, zdrowe i mądre relacje ze znajomymi, a przede wszystkim pozwoli na ZROZUMIENIE RODZICÓW.

Hanna Banaszak śpiewa najpiękniej o domu magicznym… “Gościu znużony, gościu znudzony, jeśli zabłądzisz kiedyś w te strony, zajrzyj tu do nas koniecznie…” Kiedy jednak już się odważysz do nas wpaść to:

1. Zdejmij buty!

Do tej pory nie oczekiwałam od naszych Gości zdejmowania butów. Jeśli z nich wyskakiwali, to była to ich decyzja... i pomimo mojej wewnętrznej ulgi i radości, że nie będę musiała biegać z odkurzaczem lub latać na miotle... gdyby tego nie zrobili, nie ośmieliłabym się im zwrócić uwagi. Teraz tą śmiałość mam i proszę o to bez większego oporu, bo moje Dziecko co prawda nie wylizuje już podłogi, ale zdarza Jej się nadal traktować ją na równi z talerzem.

2. Umyj ręce!

Nie jestem zwolennikiem przesadnej higieny i sterylności w domu. Ale… priorytetem dla mnie zawsze po przyjściu do domu ze spaceru, zakupów, wycieczki, ogrodu itp. jest MYCIE RĄK. I osobiście niezwykle ciężko jest mi zrozumieć fakt, że tak wiele osób zapomina o tak szybkiej acz ważnej czynności. Nasze ręce są mapą naszych doświadczeń, wycieczek, spotkań, odwiedzanych miejsc. Wchodząc do domu, przynosimy na nich mikroorganizmy, bakterie, wirusy, brud, chemikalia. Prosta czynność mycia rąk chroni nie tylko nas przed zakażeniami i infekcjami (potoczna choroba brudnych rąk), ale przede wszystkim pozwala ochronić niedojrzały jeszcze układ odpornościowy małego Dziecka przed zakażeniem rotawirusami. Zatem, Szanowny Gościu! Jeśli odwiedzasz dom, w którym zamieszkało Małe Dziecko, po wejściu i “wyskoczeniu” z butów, skieruj swoje kroki wprost do łazienki.

3. Przyjdź z pierwszą wizytą i powitać nasze Dziecko wówczas, kiedy Cię zaprosimy

W domu pojawia się Maleńka Istota i… pojawiają się w nim Goście, którzy chcą przywitać Małego Człowieka. To zrozumiałe, sympatyczne, szczere… ale i uciążliwe dla świeżo upieczonych Rodziców. Bo oto przychodzi ten moment, kiedy zmęczeni, zestresowani nową rolą, zagubieni w czasie i przestrzeni Rodzice, zamiast poświęcać czas sobie i Dziecku - przyjmują gości. I chociaż te wizyty są ostatnią rzeczą, o której Rodzice marzą, to niekiedy nie mają odwagi i śmiałości odmówić tych kaw i ciast, kwiatów i podarków Dziadkom, Ciotkom, Kuzynostwu.

4. Zrób sobie herbatę lub kawę… i nam przy okazji też

A jeśli już przyjdziesz… odważysz się przekroczyć progi swoistego “piekła” i odwiedzisz Rodzinę, w której panuje apokalipsa pt. “Niemowlę” to… ZRÓB SOBIE HERBATĘ LUB KAWĘ. Nie krępuj się, obsłuż się sam. Przy okazji zaproponuj Rodzicom, że im też zrobisz coś do picia. Uwierz mi, oni teraz nie dojadają i z pewnością nie mają czasu i głowy na picie herbaty, a ich kawa z pewnością była lodowato zimna. Bowiem, trudno jest zrobić kawę, ukręcić placek i uklepać schabowe, trzymając noworodka lub niemowlę na rękach.

5. Doceniaj - nie oceniaj… a bałagan przemilcz taktownie

Przeczytałam, kiedyś w czeluściach Internetu trafny cytat, którego luźną parafrazę przytoczę "brudne naczynia w zlewie świadczą o tym, że nie głodujemy, stos prania w łazience dowodzi faktu, że dbamy o czyste ubrania, zabawki porozrzucane na podłodze są efektem dobrej zabawy etc". Dlatego, nasz Szanowny Gościu,  jeśli pragniesz się z nami spotkać to zapraszamy Cię serdecznie, jeśli jednak znajdziesz starego kabanosa wciśniętego pomiędzy poduszki kanapy, to go po prostu wyrzuć, albo jeśli będzie to stara skarpetka, przemilcz ją taktownie. Podobnie jeśli w przyszłości zastaniesz sodomę i gomorę w łazience i porozlewaną wodę na podłodze... to tylko nasze Dziecko będzie uczyć się samodzielności.

6. Nie przeklinaj przy moim Dziecku

Mam bardzo bogaty zasób niecenzuralnych słów i ten kto mnie zna, wie że czasami nie przebieram w słowach i potrafię rzucić tym i owym w rozmowie. Jednak od kiedy nasze Dziecko zaczęło z coraz większą świadomością odkrywać świat i uczestniczyć w rozmowach, staram się aby nasz dom przy niej był wolny od wulgaryzmów. W moim domu dbam o kulturę języka, chociaż uważam, że przecinki również są potrzebne i czasami pożyteczne, ale wolę żeby małe uszy ich nie słyszały. Doskonale wiem, że Ona i tak zetknie się z tymi “przecinkami” w otaczającej Ją rzeczywistości - na ulicy, w sklepie, w przedszkolu. Jednak nasz Dom to nasze “sanktuarium” i pragnę, żeby ten Dom kojarzył się naszej Córce z bezpieczeństwem, ciepłem i kulturą wypowiedzi… i takiej świadomości oczekuję od siebie i innych dorosłych.

7. Nie całuj mojego Dziecka! Ani w usta, ani w rączki, ani w nóżki...

Zakaz wydawać by się mogło absurdalny. A jednak ta “granica bliskości” jest przeze mnie głęboko przemyślana i ma swoje uzasadnienie. Po pierwsze wynika z faktu, że “jałowy” organizm Dziecka dopiero zaszczepia i buduje własną florę bakteryjną oraz system odpornościowy. Popularne jeszcze nadal w wielu rodzinach całuski Babci, Dziadka, Cioci, Wujka, Rodzeństwa i Kuzynostwa to swoista “bomba” bakterii, wirusów i potencjalnych infekcji. Popularna opryszczka (wirus HSV), mononukleoza, infekcje rotawirusowe to tylko niektóre choroby szczególnie niebezpieczne dla noworodka, których osoba dorosła może być nosicielem lub przechodzić je bezobiawowo, a na które organizm mojego i Twojego Dziecka nie jest jeszcze odporny.

DLATEGO…

8. Nie przychodź do nas jeśli masz katar, kaszel lub “słaczkę”

A PONADTO…

9. Zapytaj moje Dziecko, zanim je przytulisz

Każdy z nas ma własną, indywidualną granicę bliskości i przestrzeni fizycznej. Ty również nie z każdym lubisz się przytulać, rozmawiać, dzielić przestrzeń i czas. Mały Człowiek dopiero uczy się wyznaczać te granice innym i nie zawsze ma odwagę odmówić “przytulasków”, które nie zawsze sprawiają mu radość.

10. Czasami posprzątaj po sobie lub swoich Dzieciach - uszanuj moją pracę

Przychodząc do domu, w którym mieszka małe Dziecko, musisz mieć świadomość, że każde sprzątanie bałaganu, odkurzanie, mycie podłóg i naczyń, doprowadzanie łazienki do stanu używalności przypomina syzyfową pracę i jest okupione określonymi “fantami”. To są zazwyczaj różne “czasoumilacze” w postaci piosenek, bajek, pustych kalorii, które pozwalają zyskać odrobinę czasu i wyrwać się ze szponów ustawicznej zabawy. Dlatego, jeśli odwiedzasz dom małego Dziecka sam lub ze swoim Dzieckiem, uszanuj pracę włożoną we względny porządek w nim panujący (jeśli masz Dziecko/Dzieci powinno być Ci to szczególnie bliskie). Zatem, odłóż kubek do zlewu. A jeśli przyszliście całą Waszą Rodziną, pomóż Twojemu Dziecku zrozumieć ten szacunek do pracy innych i wspólnie posprzątajcie porozrzucane zabawki. Dla Was może to być również fantastyczna zabawa, a pozwoli Wam zbudować i zostawić po sobie przesympatyczne wrażenie.

Nasz CHAOS trwa niespełna 2,5 roku. Ona jest CHAOSEM... my jesteśmy CHAOSEM… nasz dom jest CHAOSEM. Takim pięknym, takim “naszym”, takim gwarnym, radosnym i kochanym, ale jednak nadal CHAOSEM. Ona = bałagan. A raczej ładnie rzecz ujmując wszechobecny “artystyczny nieład”, w którym Ona odnajduje się perfekcyjnie, a my odnajdujemy nieznane dotąd możliwości kreatywności, zdolności łączenia faktów i zdarzeń w chronologiczną całość (w poszukiwaniu zagubionego smoczka)  lub szczoteczki do zębów) i umiejętności logicznego myślenia (wbrew powszechnemu chaosowi). Sprzątanie jakiekolwiek przypomina batalię, a nasz chaos nie jest wynikiem naszego lenistwa, ale braku czasu.

Nasza doba wydłuża się wprost proporcjonalnie do długości Jej aktywności w ciągu dnia. Drzemki stają się coraz krótsze, a zabawy coraz dłuższe i bardziej absorbujące nas. Zatem, nie śpimy i nie mamy czasu na absolutnie NIC. To zabawne, że można “nie mieć czasu na nic” jednocześnie “siedząc w domu”. Generalnie pojęcie “URLOP macierzyński/wychowawczy” to jakiś chichot losu i kompletne antonimy. Jestem mamą, więc jak to trafnie określiła Paulina JESTEM ŻYRAFĄ (jeśli nie czytałaś/cztałeś, przeczytaj koniecznie TUTAJ) i sypiam po kilka godzin dziennie, starając się zgrabnie połączyć kilka ról zawodowo-społecznych bez szwanku dla mojego zdrowia psychicznego. Czasami wychodzi zabawnie, niekiedy koślawie, ale zawsze z pełnym zaangażowaniem.

Nasz niegdyś nowoczesny salon w odcieniach “stonowanej szarości” robi się coraz bardziej kolorowy (z tendencją różu) i upstrzony zabawkami, przypominając coraz bardziej przestrzeń dobrze wyposażonego przedszkola lub sali zabaw. Nasza przestrzeń jest podporządkowana Jej potrzebom.

Nasz CHAOS trwa i jest najpiękniejszym czasem budowania naszej Rodziny!

KOMENTARZE
O AUTORZE
Kamila Lorek
Kamila Lorek
Od jakiegoś czasu zmagam się z „rolą życia” – jestem MAMĄ niezwykłej Dziewczynki, która przewartościowała moją rzeczywistość. Jej podporządkowałam swoje życie zawodowe i dla niej bardzo świadomie rezygnuję z niektórych aspektów życia społecznego – uwierzcie mi, jest warta każdych wyrzeczeń! Priorytetem jest dla mnie moja Rodzina i budowany wspólnymi emocjami i marzeniami Dom. Z wykształcenia jestem pedagogiem, jednak moich doświadczeń zawodowych nie można opisać w kilku zdaniach. Wśród znajomych mam przydomek Zołza – i coś w tym jest. W wolnych chwilach latam na miotle, gotuję eliksiry i popełniam czary-mary, uważając żeby po raz kolejny nie spłonąć na stosie. Jestem zbudowana z kontrastów - lubię milczeć, ale jednocześnie zawsze muszę mieć „ostatnie słowo”. Wierzę w potęgę Ludzi i doświadczeń i uważam, że w życiu nic nie jest rolą przypadku i „zbiegu okoliczności” (w końcu jakoś tutaj trafiłam!). Fascynują mnie proste podróże do (nie)zwykłych miejsc i (nie)powtarzalne Spotkania z Ludźmi. Celebruję „drugie życie” przedmiotów, nie wyobrażam sobie domu bez zwierząt i tupotu małych stóp oraz poranka bez kubka CIEPŁEJ kawy z ekspresu. Jestem przekonana, że wspólnymi siłami możemy odczarować to nieco smutne miasto i mamy realny wpływ na jakość życia nas i naszych Dzieci w Koninie!
PODOBNE WPISY
Magiczne bułeczki
... bo takie bułeczki potrafi wyczarować tylko mama.
Rogaliki z powidłami
Okrutnie pyszny smak dzieciństwa ...
Banoffee - banannie prosty deser
Bez pieczenia, bez zagniatania, bez czekania, aż się upi...
WYSZUKIWARKA
ZAMKNIJ
NEWSLETTER
Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera
ZAMKNIJ